(Fot.: PD@N 395-33)
Osoby zalegające z alimentami dłużej niż pół roku mogą stracić prawo jazdy - przewiduje ustawa, o której dzisiaj dyskutował Senat. Prawo jazdy nie będzie zabrane, jeśli dłużnik płaci przynajmniej połowę zasądzonej kwoty; senatorowie chcą podnieść to minimum do 75 proc. Autorzy ustawy uznali, że - biorąc pod uwagę przeciętną wysokość alimentów (ok. 500 zł) - wykonywanie zobowiązania w takiej wysokości nie powinno stanowić trudności. Projekt wywołuje mieszane uczucia np. poseł Zbigniew Cichoń uznał, że zabieranie prawa jazdy za zaleganie z alimentami jest środkiem zupełnie nieadekwatnym i nie wiadomo, dlaczego akurat ten dokument miałby być zatrzymywany. - Dlaczego nie będziemy zabierać karty wędkarskiej? - pytał. Wiceminister pracy i polityki społecznej Marek Bucior tłumaczył, że prawo jazdy jest dokumentem osobistym, którego na nikogo nie można przepisać, co jest częstą praktyką w przypadku osób, które nie chcą płacić alimentów: przepisują na inne osoby swój majątek, samochód, wykazują mniejsze dochody, niż faktycznie uzyskują. Dlatego - zdaniem Buciora - właśnie tego rodzaju sankcja może być skuteczna. Augustyn przypomniał, że po jej wprowadzeniu ściągalność alimentów znacznie wzrosła.
Ustawa wprowadza również możliwość odwołania się od decyzji o zatrzymaniu prawa jazdy do samorządowego kolegium odwoławczego. Gdy decyzja stanie się ostateczna, wójt, burmistrz lub prezydent miasta skieruje do starosty wniosek o zatrzymanie prawa jazdy dłużnikowi alimentacyjnemu oraz wniosek do prokuratora o ściganie przestępstwa niealimentacji. Prawo jazdy zostanie zwrócone, gdy zniknie bezpośrednia przyczyna jego zatrzymania.
Nowelizację ustawy o świadczeniach rodzinnych oraz o pomocy osobom uprawnionym do alimentów poparło 56 senatorów, żaden nie był przeciw, 35 wstrzymało się od głosu. Czy projekt będzie miał szansę na uchwalenie go w tej kadencji Sejmu?