Legislacja

Wjechał w grupę pieszych… nie wiedział, co robi

19 października 2011

Proces kierowcy, który wjechał w grupę pieszych zakończył się - ku olbrzymieniu zaskoczeniu - umorzeniem. Sąd uznał, że kierowca miał chwilowy udar mózgu i był niepoczytalny. Przypomnijmy rankiem 16 maja 2006 roku Waldemar M. spod Radomska (dziś ma 62 lata) jechał w sznurze aut od placu Trzech Krzyży w Częstochowie. Nagle skręcił osobowym mercedesem na chodnik przy al. Jana Pawła II i popędził w kierunku al. Armii Krajowej. Tam na zebrze najechał na emerytkę, gimnazjalistkę idącą do szkoły i 49-letniego mężczyznę. Zatrzymał się dopiero na latarni po drugiej stronie skrzyżowania. - Z tak irracjonalnym zachowaniem nie mieliśmy nigdy do czynienia - mówili potem śledczy. Śledztwo trwało trzy lata; sąd dwukrotnie zwracał akta do prokuratury. Kierowca w żadnym momencie, także na sali sądowej, nie przyznał się do winy. Początkowo wyjaśniał, że wjechał na chodnik, bo w pięcioletnim mercedesie zablokowały się wszystkie mechanizmy z hamulcami włącznie i auto samo zaczęło przyspieszać. Badania techniczne wykazały, że to nieprawda. Co prawda biegły sądowy z Politechniki Śląskiej odkrył, że w sprowadzonym z Niemiec mercedesie C-200 cofnięto elektroniczny licznik, co mogło, choć nie musiało, zaburzyć pracę komputera i doprowadzić do niekontrolowanego przyspieszenia, jednak z drugiej strony hamulec działał. W Instytucie Pojazdów Samochodowych i Silników Spalinowych Politechniki Krakowskiej specjaliści uznali, że tuż przed wypadkiem samochód jechał nie więcej jak 60 km/h. Miał sprawne układy mechaniczne i hamulce. M. w chwili wypadku był trzeźwy, nie brał narkotyków, leków psychotropowych. Jest zawodowym kierowcą z ponad 40-letnim stażem. Za kierownicą tira przejechał ponad milion kilometrów. Badania wykluczyły u niego chorobę psychiczną czy chwilowy brak świadomości. M. zaczął się jednak upierać, że tuż przed wypadkiem miał zanik pamięci. Sąd - na wniosek obrońców - powołał kolejnych biegłych. Po trzech latach od tragedii specjaliści z zakresu neurologii, psychiatrii i psychologii uznali, że tuż przed wypadkiem M. mógł mieć chwilowy udar mózgu, a tym samym zanik pamięci. Sąd uznał niepoczytalność sprawcy i umorzył postępowanie. Sędzia Katarzyna Gulbinowicz podkreślała w uzasadnieniu, że wszelkie niejasności muszą być rozstrzygane na korzyść oskarżonego, a prokuratura w akcie oskarżenia "takich wątpliwości pozostawiła zbyt dużo". Prokuratura, która wnioskowała o cztery lata więzienia dla Waldemara M. zapowiada apelację. Podobnie pełnomocnik rodziny zmarłego - mecenas Lech Kurpios.