Policja drogowa nie ma prawa zabrać “piratom drogowym”, którzy właśnie przekroczyli dopuszczalny limit punktów karnych. Musi czekać na decyzję urzędników. A kierowcy, którzy nie powinni jeździć - na drogach. Robert Olczyk, z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Łodzi tłumaczy: - Prawo jazdy może odebrać tylko urząd, który je wystawił. Policja może tylko wysłać wniosek. Urząd ma trzydzieści dni na wydanie decyzji. W tym czasie kierowca powinien dostać pismo informujące gdzie ma zwrócić dokument - mówi. Problem w tym, że wielu kierowców lekceważy to wezwanie i dalej jeżdżą po drogach, nie mając formalnie do tego prawa. Mogą tak jeździć, aż do następnego zatrzymania przez patrol drogówki. Teoretycznie nawet latami. - Sam, patrolując ulice, wielokrotnie zatrzymywałem ludzi, którzy nie zwrócili prawa jazdy. W tym wypadku oczywiście konfiskujemy dokument i wystawiamy mandat za jazdę bez uprawnień na 500 złotych - mówi Olczyk. Nie wiadomo też, ilu nie zwróciło dokumentu do Wydziału Komunikacji Urzędu Miasta Łodzi i jeździ dalej. Policjanci z łódzkiej drogówki przyznają, że problem jest. - Zdajemy sobie sprawę, że w takiej sytuacji wielu kierowców nie stawi się na policji, by stracić prawo jazdy i raz jeszcze zdawać egzamin. Wolą ryzykować i jeździć z dokumentem, licząc, że nie przy każdej kontroli sprawdzana będzie w bazie ilość punktów karnych - mówi Olczyk. To ma się jednak zmienić. Po ostatniej nowelizacji prawa o ruchu drogowym policjanci obligatoryjnie, przy każdej rutynowej kontroli mają sprawdzać ilość punktów, które ma na koncie kierowca. O ile system będzie działał, a zdarza się, że nie zawsze tak jest. - Dzięki temu patrol powinien zabrać prawo jazdy na miejscu, nie czekając na decyzję administracyjną. Oczywiście zabieramy sam dokument, a nie uprawnienie - tłumaczy Grzegorz Wawryszuk z łódzkiej drogówki. - Prawa jazdy będziemy odsyłać do Wydziału Komunikacji. To ułatwi nam walkę z nielegalnymi kierowcami.