Od ubiegłego roku intensywnie prowadzimy na łamach tygodnika PRAWO DROGOWE @ NEWS dyskusje, przeprowadzamy rozmowy, pytamy w sprawach, które znajda swoje miejsce w rozporządzeniach wykonawczych do ustawy z 5 stycznia 2011 r. o kierujących pojazdami. Wątek dotyczący tzw. zdawalności naturalnie wygasał. Zostało wiele powiedziane, aż tu nagle nadzwyczaj ciekawa, zupełnie nowa propozycja. Szkoleniowiec, ale także wychowawca pasjonat zaproponował system punktów karnych dla kandydatów na kierowców. Poniżej on sam i ta właśnie ciekawa propozycja. Piszcie co o niej myślicie, co może być w niej dobre, co złe. Jak Wam się podoba? Czekamy: tygodnik@prawodrogowe.pl

(Fot.: PD@N 417-28jm)
^ Stefan Rzońca, od dwudziestu lat instruktor nauki jazdy, wychowawca i mistrz wielu młodych kierowców i instruktorów, ma już chyba też następców dzielących jego pasje
Witam. Mnie tez nie podoba się obecny sposób oceny na egzaminie państwowym. Kandydat wykonuje poprawnie kolejne zadania w czasie 30 minut i nagle popełnia błąd najechania podwójnej linii. Następuje przerwanie egzaminu. To tak jakbym jechał swoim autem z Warszawy do Białegostoku i tuż przed domem przejechał czerwony sygnał z warunkowym skrętem w prawo bez obowiązkowego zatrzymania pojazdu. Patrolujący policjant zamiast mandatu zatrzymałby mi prawo jazdy. Koniec. Tak wygląda moim zdaniem egzamin. Co zmieniłbym? Ocena kandydata powinna polegać na przyznawaniu punktów za wszystkie zadania podczas jazdy egzaminacyjnej: dodatnich za poprawne i ujemnych za negatywne. Trzeba tylko mądrze przypisać ile punktów dodatnich za odpowiedni manewr a ile ujemnych za np.: brak zatrzymania na znaku STOP. Kandydat musiałby uzyskać 3/4 punktów dodatnich podczas przejazdu na całej trasie. Czy taki sposób podoba się kolegom z branży? Co na to egzaminatorzy?
Pozdrawiam wszystkich Stefan z Białegostoku