Przegląd prasy

Auta do utylizacji

9 czerwca 2008

Czytelnicy rzeszowskiej "Gazety Wyborczej" przekazali redakcji lokalizacje porzuconych aut. Jak pisze redakcja: sygnały od Czytelników przekazaliśmy komendantowi straży miejskiej Józefowi Wiszowi. - Dzielnicowi natychmiast dostaną zlecenie, by sprawdzić te przypadki - mówi komendant. Zaznacza jednak, że wielkich szans na usunięcie pojazdów blokujących miejsca parkingowe nie ma. - Każdy ma prawo korzystać z parkingu. To, czy auto stoi rok, czy pięć lat nie ma większego znaczenia. Samochód możemy odholować tylko w szczególnych przypadkach. Jeżeli natomiast samochód ma tablice rejestracyjne i jest ubezpieczony, to nawet jeśli nie ma powietrza w kołach, nie możemy nic zrobić, poza zwróceniem uwagi właścicielowi - tłumaczy Wisz. Są jednak wyjątki, bo nawet jeżeli pojazd ma tablice rejestracyjne i ubezpieczenie, ale jest np. zagrożeniem z powodu braku korka do wlewu paliwa czy powybijanych szyb, straż miejska może interweniować. Wtedy samochód może być zabrany na parking strzeżony. Tam może stać przez pół roku. Jeżeli właściciel zechce go odebrać, musi pokryć koszty postoju auta na parkingu. Rzeszowianie bardzo rzadko korzystają z możliwości utylizowania starego samochodu. - Chętnych jest bardzo niewielu - dowiadujemy się w podkarpackich firmach zajmujących się utylizacją. - Dlatego na ulicach często stoją samochody, które tak naprawdę są wrakami, ale ciągle są zarejestrowane i ubezpieczone - mówi nam pracownik jednej z firm. Właściciel zużytego samochodu za odstawienie pojazdu do utylizacji otrzymuje zapłatę. Niewiele, ale jednak. - Za samochód wielkości malucha jest to 100-150 zł, wielkości poloneza - 400-500 zł. Wszystko zależy od stopnia zużycia. Dopiero kiedy właściciel otrzyma od nas zaświadczenie, że oddał auto do utylizacji, może go wyrejestrować. W Polsce jest tak, że nawet samochód, który nie jeździ od lat, a jest np. ozdobą ogródka, musi być zarejestrowany - tłumaczy Robert Kloc, współwłaściciel jednej z firm utylizacyjnych.