Jak zapowiadają urzędnicy Katowic – mapa hałasu to pierwszy krok do walki z ulicznym hałasem. Jego źródłem są nie tylko przejeżdżające samochody, ale też tramwaje i robotnicy prowadzący remonty – informuje “Gazeta Wyborcza Katowice”. Za przygotowanie mapy katowicki magistrat zapłacił 230 tys. zł. Dokument pokazuje, że w mieście właściwie nie ma dzielnic, w których można zaznać błogiej ciszy. - Głośno jest również w dzielnicach południowych, które jeszcze do niedawna uchodziły za oazę spokoju - mówi Zofia Muc, naczelnik wydziału kształtowania środowiska. Dopuszczalna norma hałasu w dzień to 55 decybeli, w nocy o 10 decybeli mniej. W katowicach najgłośniej jest w śródmieściu. Są tu miejsca, gdzie norma dzienna jest przekroczona nawet o 20 decybeli, np. wzdłuż ruchliwych ulic, jak Sokolska, Chorzowska, Mikołowska, Kościuszki i Korfantego. Zbyt głośno jest także na Warszawskiej i 1 Maja, ale powodem hałasu jest tu trwający remont kanalizacji. Magistrat, dzięki mapie, zamierza rozpocząć walkę z nadmiernym hałasem w Katowicach. Sposoby? Wymiana torowiska i taboru tramwajowego na cichszy. Okazuje się bowiem, że np. w Załężu tramwaje są główną przyczyną hałasu. Dodatkowo można upłynnić ruch na newralgicznych drogach, np. zsynchronizować światła. - Płynny przepływ samochodów radykalnie zmniejsza hałas - mówi Muc. - Dzięki mapie będziemy też mogli wskazać właściciela źródła hałasu i zmusić go do ograniczenia nadmiernych decybeli.