Drogowcy powinni usuwać powalone drzewa czy gałęzie tak szybko, jak to możliwe, a kierowcy mają zachować należytą ostrożność na słabo przejezdnej drodze. Inaczej zaniechanie jednych bądź nieostrożność drugich może być potraktowana jako przyczynienie się do szkody, np. w razie zderzenia auta z leżącym na drodze drzewem. Kto za nie odpowiada za szkody po burzy? Nie ma prostego wyjaśnienia. Helena Włodarczyk, naczelnik w zielonogórskim Oddziale GDDKiA, powiedziała “Rzeczpospolitej”, że większość szkód po burzach, daje się zakwalifikować jako siłę wyższą i poszkodowani odstępują od żądania odszkodowania (w tym roku dwa przypadki na trzy). Burza nie jest jednak w pełnym tego słowa znaczeniu siłą wyższą, gdyż w jakimś stopniu można ją przewidzieć, wiadomo, że wcześniej czy później się zdarzy. Zarządcy dróg powinni być na to przygotowani. Ustalenie odpowiedzialnego za stan drogi publicznej, czyli zarządcy, jest stosunkowo łatwe. O tym, kto jest zarządcą, decyduje status drogi. I tak: za krajowe odpowiada generalny dyrektor dróg krajowych i autostrad, za wojewódzkie – zarząd województwa, za powiatowe – zarząd powiatu, za gminne – wójt (burmistrz, prezydent miasta). To do zarządcy należy utrzymanie czystości, w szczególności usuwanie skutków np. wichur. W razie wypadku z powodu tego rodzaju niedopatrzeń zarządca będzie odpowiadał przed sądem jako pozwany. Do zarządcy należy też utrzymywanie zieleni przydrożnej, w tym sadzenie i usuwanie drzew i krzewów. Gdzie jest jednak granica odpowiedzialności? Jeden z takich sporów przed trzema laty rozstrzygał Sąd Najwyższy (sygn. akt II CK 719/04). Chodziło o skutki wypadku na krajówce należącej do zielonogórskiego oddziału GDDKiA. Bożena J., która rozbiła samochód o spadającą na nią na krajówce akację, chciała, aby drogowcy zapłacili jej 24 tys. zł zadośćuczynienia za dolegliwości zdrowotne, jakich doznała, oraz za stres (niezależnie od tego, co uzyskała z ubezpieczenia). Sądy niższych instancji nie dopatrzyły się winy po stronie drogowców. Akacja z zewnątrz wyglądała jak zdrowa, a biegły dendrolog stwierdził, że jej dolegliwość można wykryć tylko specjalnym rentgenem, który jest drogi. SN potwierdził zasadę, że dyrekcja drogowa występuje w tym sporze nie jako urząd (władza państwowa), ale jako gospodarz, i dlatego ponosi odpowiedzialność jak każdy, tj. trzeba wykazać jej zawinienie (art. 415 kodeksu cywilnego). Wystarczy jednak najmniejszy stopień – choćby niedbalstwo. – Zarządca drogi publicznej zobowiązany jest do najdalej idącej staranności przy pielęgnacji przydrożnych drzew – powiedział SN. Po tych wytycznych kobieta uzyskała pewną kwotę. – Wyrok zbulwersował drogowców – powiedziała “Rzeczpospolitej” mec. Izabella Polszakiewcz-Zabrzeska, prawniczka zielonogórskiej dyrekcji. – Żyjemy w dobie anomalii pogodowych, takie burze należy traktować jako siłę wyższą. Na kataklizmy nie ma rady, w każdym razie nie mogą za nie odpowiadać drogowcy – dodaje prawniczka. Po tym stanowisku SN w niektórych dyrekcjach dróg zaczęto masowo wycinać drzewa w pasie drogi.
Zbigniew Banaszczyk, adwokat, współautor komentarza do k.c.: Burza nie jest typowym przykładem siły wyższej, gdyż w zasadzie można ją przewidzieć. Dlatego zarządca drogi powinien być przygotowany na szkody przez nią spowodowane i usunąć jej skutki: przewrócone drzewa, gałęzie. Z drugiej strony od kierowcy można oczekiwać, że podczas burzy czy po niej zachowa szczególną ostrożność. Trudno przecież jej nie zauważyć. W takiej sytuacji wpadnięcie samochodem na leżące na drodze drzewo powinno być potraktowane jako znaczne przyczynienie się do szkody i odpowiednio powinna być zmniejszona odpowiedzialność zarządcy drogi.