Przegląd prasy

Człowiek w kapeluszu

21 maja 2008

Ta grupa nie należy do najszybszych. W mieście nie przekraczają 50 km/h, a na drogach szybkiego ruchu, (których notabene mamy niewiele) 110 km/h. To, że jeżdżą przepisowo, nie powoduje u mnie zagryzania ust i liczenia do dziesięciu. Natomiast powoduje to ich roztargnienie przejawiające się na przykład w niewłączaniu kierunkowskazów, bądź włączanie ich w ostatniej chwili. Wprost uwielbiam, kiedy jadę z prędkością 60 km/h i nagle widzę światła stopu. Gwałtowne hamowanie. Samochód przede mną wytraca prędkość do ok. 5 km/h, włącza kierunkowskaz (lub nie) i radośnie skręca. Kolejną cechą charakterystyczną tych kierowców jest nagminna jazda "szybszym" pasem. Rozumiem że można nie zjeżdżać na prawy pas, jeśli wiąże się to ze znacznym wytracaniem prędkości. Natomiast gdy jadę niemiecką autostradą, na której nie ma ograniczeń, rozbraja mnie, gdy na obu pasach pojazdy jadą z tą samą prędkością 130 km/h. Charakterystyczne dla tego typu kierowców jest również ruszanie kilka lub kilkanaście sekund po zapaleniu się zielonego światła. Tutaj pragnę pochwalić warszawskich kierowców - ilekroć byłam w stolicy - nie zdarzyła mi się taka sytuacja. Poza tym nie jest to wcale największy błąd, jaki można popełnić. Okazuje się, że istnieją kierowcy, którzy na widok zielonego światła wciskają pedał hamulca. Takiego zachowania mój umysł nie jest w stanie ogarnąć. Kilka razy o mały włos nie znalazłam się na tylnej kanapie jadącego przede mną samochodu, a naprawdę, staram się zachować bezpieczną odległość i mam ograniczone zaufanie do innych kierowców.