Część autobusów łódzkiego MPK jeździ na oponach, które dawno temu powinny trafić na śmietnik. Niektóre mają już tylko resztki bieżnika, wiele jest popękanych, a nawet rozdwojonych – donosi “Express ilustrowany”. Minimalna głębokość bieżnika powinna wynosić 6 mm. Tymczasem w autobusie linii 96 ma ona, jak widać na górnym zdjęciu, zaledwie 3 mm. Wyposażeni w specjalny miernik głębokości bieżnika redaktorzy dziennika pojawili się na dwóch krańcówkach i sprawdzili opony w kilkunastu pojazdach. Co trzeci z nich nie powinien wyjechać z zajezdni. Przepisy mówią, że minimalna głębokość bieżnika opony autobusu wynosi 6 mm. Tymczasem dwa sprawdzone autobusy "96" miały bieżnik zaledwie 3-milimetrowy, w trzecim bieżnik się rozdwajał, a w autobusie linii 77 miał 5 milimetrów. Z kolei w autobusie linii 75 opona była przecięta. W wielu wozach głębokość bieżnika balansowała na dopuszczalnej granicy 6 milimetrów. Kierowcy, gdy dowiedzieli się, co robimy, nie kryli zadowolenia. - Dostajemy zdezelowany sprzęt i wyjeżdżamy nim na ulice, bo każdy chce pracować - mówią. - Opony są stare i w wielu przypadkach już dawno powinny być wymienione, ale prezes oszczędza, więc jeździmy na łysych gumach. Autobus rocznie przejeżdża ponad 100 tys. kilometrów i w tym czasie powinien mieć co najmniej dwa komplety opon. A jak jest - wystarczy spojrzeć. - Autobusy ze zdartymi oponami nie powinny wyjeżdżać na ulice, bo nie są sprawne technicznie - usłyszeliśmy w Wojewódzkiej Inspekcji Transportu Drogowego. - Gdyby zostały skontrolowane, kierowcy musieliby oddać dowody rejestracyjne. Inspektorzy nie ukrywają, że jeśliby przeprowadzili kompleksową akcję i dokładnie sprawdzili pojazdy miejskiego przewoźnika, komunikacja w Łodzi mogłaby zostać sparaliżowana. Co na to MPK? - Nie oszczędzamy na bezpieczeństwie pasażerów i kierowców, dlatego opony są wymieniane zawsze wtedy, gdy zachodzi taka potrzeba - mówi Marcin Małek z łódzkiego MPK. - W ubiegłym roku kupiliśmy 1439 opon, z czego 950 było nowych, pozostałe bieżnikowaliśmy.