Przegląd prasy

Instruktorze weź udział w egzaminie (2)

6 kwietnia 2009

Redakcja tygodnika PRAWO DROGOWE @ NEWS opublikowała w poprzednich numerach interesujące wypowiedzi odnoszące się do egzaminów na prawo jazdy. Temat “gorący”, albowiem ministerstwo kończy prace nad nowelą rozporządzenia o szkoleniu i egzaminowaniu. Środowiska szkoleniowców i egzaminatorów dyskutują, także na naszych łamach. Poniższa wypowiedź jest odniesieniem do wcześniejszych wypowiedzi, które odnajdziecie Państwo posługując się linkami umieszczonymi pod tekstem. Poniżej kolejna obszerna wypowiedź naszego Czytelnika.

Zapraszamy do lektury i czekamy na dalsze opinie: news@prawodrogowe.pl

Całkowicie się zgadzam z Panem, który się podpisał "lemur". Nie jest to wyjątkowa opinia, bo podobnie dzieje się także w WORD w Częstochowie, Katowicach, Gliwicach, Bytomiu - tam zdają nasi kursanci. Najistotniejsze jest nastawienie egzaminatorów na wynik, jaki ma być. Postawmy pytanie, co takiego negatywnego stało się w przygotowaniu kursantów, że po "ułatwieniach" na placu manewrowym (zlikwidowaniu szeregu manewrów i pozostawieniu "tylko" łuku i wzniesienia) nastąpił ostry spadek zdawalności z 70-80% do tych 25-30%. Jeśli podniesiono tak wysoko poprzeczkę na egzaminie, a nie zmieniono prawie nic w programach szkoleń, systemie szkolenia to mamy taki wynik. Wśród kursantów powstała psychoza, niewiara, że można zdać, bo i tak trzeba kilkakrotnie z a p ł a c i ć. Rozumiemy? "Zapłacić" za egzamin. Czyli nie decydują umiejętności, ale KASA. Efekt jest odwrotny do zamierzonego, o czym oficjalnie się mówi; zamiast poprawy wyszkolenia kursanci nastawiają się na zaliczanie kolejnych podejść. To "haracz", który trzeba zapłacić, "droga przez mękę" itp., jak to nazywają. Jest to "mielenie" w WORD tej samej masy w sposób ciągły. Jeśli w populacji młodych zdających jest reprezentacja całej młodzieży, a śmiem twierdzić, że jest, to mamy wg zdawalności większość "matołów", bo tylko 25-30% spełnia kryteria instrukcji egzaminowania i egzaminatorów. Wg krzywej Gaussa (tzw. rozkład normalny do badania m.in. zdolności w grupach) taki procent w grupie stanowią najlepsi, a pozostali są albo dobrzy, albo przeciętni. Niewielki procent stanowią mało zdolni. Wynikałoby z tego, że prowadzenie pojazdów jest sztuką dla super inteligentnych. Toż matury i studia, kursy wszelakie i specjalizacje kończy ten procent populacji dla normalnych i średnich (75-90% i wyżej). Wymienić trzeba wobec tego młodzież na zdolniejszą, instruktorów na "mniej leniwych"? Równie dobrze można krzyczeć, że trzeba wymienić młodzież i nauczycieli w szkołach, gdyby podniesiono wymagania na maturach. Ale wtedy leciałby na łeb minister, a nie młodzież. Panowie w Ministerstwie Infrastruktury, Dyrektorzy WORD, Policjanci, którzy tak narzekacie na brawurę, egzaminatorzy; niedawno WY byliście absolwentami szkółek nauki jazdy, więc negujecie własne umiejętności. Wszystko umieliście po maturze, po studiach, po kursie nauki jazdy? Czy mistrz KUBICA też był po podstawowym kursie od razu mistrzem kierownicy? Czy dopiero opanowywaliście te umiejętności w praktyce? To przeczy zasadzie, że "TRENING CZYNI MISTRZA" Znam paru egzaminatorów, którzy nim podjęli prace, już jako egzaminatorzy sami uczyli się wcześniej poruszać po trasach egzaminacyjnych, a potem byli o jedną przecznicę mądrzejsi od kursanta i z kretesem oblewali. Egzaminator jest w łańcuchu wychowania przyszłego kierowcy i jeśli on skrzywdzi kursanta, to ten będzie taki potem, też wyrachowany na drodze, agresywny, cwany... I większe piętno pozostawi po sobie niż instruktor. Piętno niesprawiedliwej oceny, arogancji, nerwowej atmosfery... wszystko przykryte "instrukcją egzaminowania", którą się zasłaniają. Paru ludzi w Ministerstwie ma ambicje poprawy bezpieczeństwa, to dobrze, ale każda zmiana musi być monitorowana, a złe efekty szybko korygowane. Ile trzeba czasu, aby wprowadzone błędy naprawić? Kilka lat? Dla przykładu. Czas trwania egzaminu 40 min. wprowadzony wbrew zasadom pedagogiki, psychologii... itd. - arbitralnie - nie ulega radykalnej zmianie. Teraz "może egzamin być zakończony po 25 min." To MOŻE będzie wyglądać nieciekawie. Jeśli tak szybko będą korygowane złe rozwiązania, to w efekcie rzeczywiście trzeba będzie wymienić społeczeństwo. Pozdrawiam: Józek