Cierpliwość i dobre zrozumienie problemów przyszłych kierowców - to atuty instruktorek z Babskiej Szkoły Jazdy, jedynego ośrodka nauki jazdy w Radomiu, w którym większość nauczycieli to kobiety - donosi “Gazeta Wyborcza Radom”. W ośrodku uczą trzy młode, dwudziestokilkuletnie kobiety i jeden mężczyzna. - Zatrudniliśmy pana, by dać naszym klientom wybór - mówi Aleksandra Pudzianowska, właścicielka szkoły. Dlaczego kobiety wybierają ten zawód? - Od zawsze lubiłam jeździć samochodem, więc zdecydowałam się na tę pracę - tłumaczy pani Małgorzata Gołąbek, która instruktorką jest od roku. Przyznaje jednak, że bycie instruktorem to stresujące zajęcie, bo bierze się odpowiedzialność za innych uczestników ruchu. Według pani Małgorzaty kobiety są lepszymi nauczycielami, bo łatwiej im zrozumieć problemy, z jakimi borykają się kursanci. Mają też więcej cierpliwości, która czasami bardzo się przydaje. - Często panowie na pierwszych jazdach pokazują, co "potrafią", np. wymuszają pierwszeństwo lub jeżdżą z jedną ręką na kierownicy - opowiada instruktorka. - Ja jednak potrafię im pokazać, że wiele się muszą jeszcze nauczyć - dodaje. W jaki sposób? - W każdym mieście są pułapki drogowe, na których "wykładają się" kursanci. Tam właśnie zabieram takich panów, by pokazać im, że nie przyszli sobie pojeździć, ale nauczyć się kierowania autem, a to nie zabawa, tylko ogromna odpowiedzialność - tłumaczy Gołąbek. Czasem zaś sposobem na niesubordynowanych uczniów jest odpowiedni ton głosu. W szkole pracuje też pani Monika. - Od razu, jak dostałam prawo jazdy, wiedziałam, że chcę zostać instruktorem, ale musiałam odczekać trzy lata, takie są przepisy - tłumaczy. Z wykonywanym zawodem wiąże swoją przyszłość, może kiedyś otworzy własną szkołę. Według niej u kobiet lubią się szkolić szczególnie panie około 40 roku życia. - Czasem przychodzą bardzo zestresowane, bo mąż je wysłał na kurs. Może przed nami łatwiej jest im się otworzyć niż przed mężczyzną? - zastanawia się Monika. - Mamy nadzieję, że nasza szkoła obali stereotypy na temat pań za kierownicą - mówi Pudzianowska. - Co prawda sama często myślę "baba za kierownicą", ale mam na myśli (i sądzę, że i inni, którzy tak mówią także), raczej typ kierowcy, a nie kobietę - dodaje. W przyszłości szkoła chce zatrudniać kolejne panie instruktorki, ale wszystko zależy od tego, jakim zainteresowaniem cieszyć się będą organizowane kursy.