Od ubiegłego roku informujemy o montowanych na skrzyżowaniach w wielu miastach kraju sekundnikach. Ale wielu kierowców wciąż nie nauczyło się z nich korzystać - komentuje “Gazeta pl Płock”. Urządzenia odliczające czas do zmiany świateł w wielu miastach maja pomóc kierowcom i pieszym w sprawnym pokonywaniu skrzyżowań. Miejski Zarząd Dróg w Płocku – dla przykładu - zamontował około 90 sekundników. Czy kierowcy z nich korzystają? Niestety są kierowcy, którzy patrzą na sekundnik, odliczają, jednak bieg wrzucają i ruszają dopiero, gdy zapali się zielone. Równie wolno przyśpieszają. Skutek – przez skrzyżowanie przejeżdża mniej pojazdów (może nawet o połowę), a przecież to właśnie sekundniki miały zmienić ten stan rzeczy.
Przypomnijmy - główny cel sekundników na skrzyżowaniach to wskazanie, kiedy będziemy mieli zielone. Po to, by dwie-trzy sekundy wcześniej się przygotować - wyjaśnia Konrad Kozłowski z MZD. Z obserwacji Mariusza Kowalczyka, egzaminatora z Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego wynika, że kierowcy tracą, stojąc na skrzyżowaniu, nawet pięć cennych sekund. - Często bywa, że gdy ruszy pierwszy kierowca, drugi dopiero zaczyna się przygotowywać do ruszenia. Tymczasem wraz ze zmianą świateł powinna pojechać cała kolumna, wszyscy razem - zauważa Kowalczyk. Policja ostrzega jednak, by nie przesadzić w drugą stronę. - Nie wolno jednak ruszać pięć sekund przed czasem. Lepiej stracić ich kilka, niż wystartować na czerwonym - ostrzega rzecznik prasowy policji Krzysztof Piasek.