Swoisty rekord ustanowił 47-letni-gorzowianin, choć miał 4,58 prom. alkoholu, kierował samochodem. "Gorzowski lekarz Jan Jarosz tłumaczy, że choć dawka śmiertelna wynosi teoretycznie 3,5 promila (przy takich ilościach następuje zakwaszenie organizmu i porażenie ośrodka oddechowego), to znane są przypadki odratowania jeszcze bardziej upitych."