Przegląd prasy

Kolejne miasto paraliżowane przez L-ki

30 lipca 2008

Setki elek z całej okolicy wyjeżdżają codziennie na ulice Bielska-Białej. - Każdy z nas kiedyś uczył się jeździć. Ale czy koniecznie poruszające się w żółwim tempie elki muszą pchać się do centrum w godzinach szczytu? - pytają zdenerwowani kierowcy. - Choć czasem zdarzają się kolizje z ich udziałem, nie stwarzają nam większych problemów - uspokaja Elwira Jurasz, oficer prasowy bielskiej policji. Jednak kierowcy mają elek dość. Skąd tak dużo wzięło się ich na ulicach? Tylko na terenie Bielska-Białej działa blisko 60 szkół dla przyszłych kierowców. Niemal dwa razy więcej niż np. w Częstochowie. Są wakacje, więc szkoły przeżywają oblężenie. Na kursy zapisali się uczniowie i studenci. Do tego na bielskich ulicach uczą się jeździć także kursanci szkół z Oświęcimia, Żywca, Kęt, Andrychowa i wielu innych miast południowej Polski. Powód jest prozaiczny - egzaminy można zdawać tylko w Wojewódzkich Ośrodkach Ruchu Drogowego. - Ludzie wymieniają się w internecie informacjami o kolejkach w ośrodkach. Zapisują się tam, gdzie na egzamin czeka się najkrócej - tłumaczy Jerzy Balon z bielskiego WORD-u, jednocześnie miejscowy radny. W bielskim ośrodku osoby, które zdały egzamin teoretyczny za pierwszym razem, a do praktycznej część podchodzą po raz pierwszy, oczekują na nią do miesiąca. Dlatego na egzaminy przyjeżdżają tu mieszkańcy tak odległych miast. Poza tym bielski WORD może pochwalić się wysokimi notowaniami w sieci. Wśród internautów panuje nawet opinia, że stosunkowo łatwo zdać tu egzamin. W efekcie dziennie do egzaminu podchodzi w Bielsku-Białej nawet 200 osób! Podobne problemy mają także inne miasta, w których są siedziby WORD-ów. W Jastrzębiu-Zdroju radni chcieli nawet formalnym zakazem wyprosić elki z centrum, bo tak korkowały miasto. Ostatecznie nie zgodził się na to prezydent miasta. Opinie, czy wprowadzenie takiego zakazu byłoby zgodne z prawem, były sprzeczne, ale większość prawników uznała, że nie wolno zakazywać elkom jazdy po publicznych drogach. Co więc można z tym problemem zrobić? Apelujemy do właścicieli szkół nauki jazdy z okolicznych miejscowości, by ograniczyli choć trochę liczbę jazd po bielskich ulicach. W zupełności wystarczy, jeśli kursanci poćwiczą u nas jazdy dopiero pod koniec kursu - uważa radny Balon. Bielscy urzędnicy zbadają także, czy na terenie miasta nie mamy zbyt wielu szkół nauki jazdy. Instruktorzy jednak uspokajają - wraz z końcem wakacji w mieście powinno zrobić się luźniej.