Po pierwszych jazdach bolą mięśnie. Noga kurczowo przyciska się do pedałów, ręce do kierownicy - sztywno, łokcie odgięte w skrzydełka, nadgarstki sztywno na gałce biegów. Po kilku godzinach za kółkiem widać jak te pierwsze emocje opadają i kursant rozsiada się nieco wygodniej. A potem przychodzi kryzys - o zmaganiach kandydatów na kierowców opowiadają instruktorzy z gdyńskiej Akademii Dobrej Jazdy. Przeciętny kursant to: człowiek, który już trochę potrafi jeździć, bo kolega poduczył jak prowadzić gdzieś na polnych drogach, czy raczej zupełna "świeżynka", której od zera trzeba tłumaczyć gdzie jest pedał sprzęgła a który to hamulec? – czytamy w “Gazecie pl Trójmiasto”. Zachęcamy do lektury:
Marek Kłos, instruktor od 3 lat, na koncie ma 300 kursantów: Kilka -zaledwie 2-3 procent - potrafi jeździć. Większość: nie. Ale dla mnie - jako instruktora - to nawet lepiej jak przychodzi kursant, który o prowadzeniu samochodu nie ma zielonego pojęcia. Gorzej jeśli zaczynam zajęcia z osobą, za której uczenie już wcześniej zabrał się tata, narzeczony czy sąsiad. Bo mało kto ma cierpliwość. I taki, powiedzmy, tata bierze córkę, sadza za kółko i mówi: - Tu masz pedał gazu, no i jedź. Tylko pamiętaj: nie zniszcz auta! Lekcja kończy się bardzo często już po pięciu minutach wielkim krzykiem, łzami i awanturą. A potem na kursie taki początkujący kierowca zastyga za kierownicą i nawet nie chce próbować, bo to stres i nerwy. Potrzeba czasem i kilku godzin, żeby człowieka do auta przekonać.
Maciej Głouszek, 5 lat doświadczenia, 500 kursantów: A ja mam jednak wrażenie, że to kobiety łatwiej uczyć. W odróżnieniu od mężczyzn są bardziej posłuszne. Chłopcy, szczególnie tacy w wieku 18-25 lat, po wyjeżdżeniu pięciu - dziesięciu godzin wyobrażają sobie, że są świetnymi kierowcami. I chcą robić rzeczy po swojemu. Albo tak jak podpowiadają koledzy. Czyli zwykle: głupio.
Marek Kłos: Przychodzą ludzie właściwie w każdym wieku. Przeciętny kursant ma od 18 do 22 lat. To już taka reguła, że każdy, kto osiągnie pełnoletniość, chce mieć “prawko”. Z kolei 25-35-latkowie przychodzą, bo potrzebują prawa jazdy do pracy, czasem żeby zdobyć lepsze stanowisko. Ale są też emeryci, którzy chcą jeździć autem na działkę albo wozić wnuki do przedszkola czy zabierać na wycieczki. Szybciej uczą się młodsi. Ale z kolei nie mają zahamowań, nie czują konsekwencji. Za to im starsza osoba, tym większą ma świadomość zła, jakie może wyrządzić swoją niefrasobliwą jazdą. Dlatego częściej się boi.
Maciej Głouszek: Zdarza się, że kursantki płaczą. Niektóre już na wstępie wożą ze sobą chusteczki. Ale miałem też chłopaka, dwumetrowego drągala, któremu nagle na drodze zaczął gasnąć silnik. Odpalał i gasło, odpalał-gasło i tak w kółko. W końcu nie wytrzymał, popłakał się. Musiałem się z nim zamienić na skrzyżowaniu miejscami. Płakał w samochodzie przez 15 minut. Zdał za pierwszym podejściem. Myślałem, że go uduszę.
Marek Kłos: Instruktorzy nie chcą jeździć z kursantem, który się nie słucha. I śmierdzi. Brzmi to brutalnie, ale niestety taka jest rzeczywistość.
A co Państwo mogą powiedzieć o kursantach?
Napiszcie o tych dobrych, ale też o tych negatywnych zachowaniach, poglądach, wypowiedziach. O ich postawach itd. itd. Tego tematu nie poruszamy zbyt często, a warto.
Czekamy na opinie, opisy zdarzeń – nasz e-mail: tygodnik@prawodrogowe.pl