Jak donosi “Gazeta pl Wrocław”: magistrat zamierza zdyscyplinować kierowców, by nie wjeżdżali na skrzyżowania, jeśli nie mogą ich opuścić. To według urzędników jedna z przyczyn korków w mieście. Dlatego na najbardziej zatłoczonych ulicach mają dyżurować policjanci. - Bywa, że kierowcy wpadają na żółtym świetle na skrzyżowanie i potem blokują prostopadły pas, tak że nikt nie może przejechać - mówi Wojciech Gryczyński, zastępca dyrektora wydziału inżynierii miejskiej. - By uniknąć takich sytuacji, niektóre skrzyżowania zostały zamalowane na czerwono, ale okazuje się, że część kierowców nie wie, czemu służy takie oznakowanie, i dalej łamie przepisy.
Oto jak kierowcy oceniali pomysł malowania skrzyżowań: “pomysł z malowaniem skrzyżowań jest średni.
(1) koszt takiego malowania jest wysoki. Nie pamiętam, ile kosztuje wymalowanie 1 m2, ale to była niebagatelna kwota. Z całą pewnością postawienie patrolu drogówki wyszłoby taniej, zważywszy na szybciej nakładaną karę, a i prewencyjnie działałoby to chyba lepiej;
(2) jeśli trwałość tego malowania jest taka sama jak na przejazdach dla rowerzystów, to nie potrwa to zbyt długo, kiedy zostaną tylko jakieś resztki farby na drodze;
(3) jaka jest śliskość na tej pomalowanej powierzchni? Czy jest tak ślisko, jak na przejściach dla pieszych, gdzie po każdym deszczu białe pasy farby są ślizgawką?
(4) jak to się ma do obowiązujących przepisów o znakach i sygnałach drogowych? Można sobie tak mazać co się chce na jezdni? Myślałem, że stosowanie znaków i sygnałów, które nie są określone w rozporządzeniu nie jest dopuszczalne.
Dlatego miasto zdecydowało się zapłacić policji za dodatkowe patrole, które pilnować będą, czy kierowcy stosują się do kodeksu drogowego.