W szkołach jazdy przybywa kursantów, a samochody z "L-kami" od rana do wieczora jeżdżą po ulicach. Wszyscy chcą zdążyć z egzaminem przed zapowiadaną zmianą przepisów. W niektórych szkołach jazdy kursantów jest nawet dwa razy więcej niż kilka miesięcy temu. Powód - zrobiło się głośno o projekcie zmian w przepisach dotyczących sposobu zdawania egzaminu oraz o dwuletnim okresie próbnym dla świeżo upieczonych kierowców. Inaczej będzie wyglądał egzamin teoretyczny. Odchodzi się od pytań opisowych wielokrotnego wyboru. Egzaminowany dostanie zdjęcie czy obrazek i w czasie rzeczywistym, na odpowiedź będzie miał najwyżej pół minuty, wybierze jedną z podanych odpowiedzi - mówi o zapowiadanych zmianach Mirosław Szadkowski, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Radomiu. Dyrektor twierdzi, że zawsze, kiedy pojawia się plotka o innym sposobie egzaminowania, zaczyna się także ruch w szkołach jazdy. - Ludzie nie zastanawiają się, czy są to złe, czy dobre zmiany, tylko na wszelki wypadek się zapisują - mówi Szadkowski. Według zapowiedzi nowe przepisy zostaną wprowadzane prawdopodobnie dopiero za rok. - Ale kurs trochę trwa i na egzamin trzeba czekać - wyjaśnia instruktorka w szkole AS Anna Dwórnik. Tam także liczba kursantów ostatnio się podwoiła. - Obecnie szkoli się u nas ponad sto osób - mówi instruktorka. - Większy ruch jest od miesiąca. Nawet zatrudniłem dodatkowo jednego instruktora, drugi prowadzi już 200 lekcji miesięcznie. Silnik odpalany jest rano, a gaszony wieczorem - mówi Grabkowski. - Jeśli ludzie chcą się szkolić, to im to zapewniamy. Ruch jest także w WORD. Codziennie na egzamin zapisuje się tam około 350-400 osób. - Kilka lat temu było to około 140-160 kursantów - mówi Szadkowski. Na egzamin czeka się miesiąc. Według dyrektora przyczyną kolejek są nie tylko zmiany w przepisach. - Prawo jazdy dla pracodawcy to już standard, tak jak matura czy studia - twierdzi Szadkowski.