“Gazeta Wyborcza” opublikowała interesujący reportaż, zatytułowany “Cyrografy łowców nieszczęść”. Autorzy opisali działania agentów kancelarii odszkodowawczych. Czytamy z niesmakiem: Córka krzyczy z bólu, agent podsuwa ojcu umowę. Opowiada ojciec dzieci-ofiar wypadku. - To okropne, gdy ojciec siedzi przy chorym dziecku w szpitalu, zamartwia się, a ci z kancelarii odszkodowawczych go napastują. Kto ma wtedy głowę analizować umowę? - mówi Jan K. Prosi o niepodawanie nazwiska, bo czeka na odszkodowanie. Pod koniec lutego dwójka jego nastoletnich dzieci jechała z kimś innym samochodem, który wpadł na drzewo. Dzieci trafiły na chirurgię płockiego szpitala wojewódzkiego. - Syn był nieprzytomny. Córka krzyczała z bólu, miała pęknięty w dwóch miejscach kręgosłup. Byliśmy przerażeni, w szoku - opowiada Jan K. Jeszcze tego samego dnia wieczorem do czuwających przy dzieciach rodziców zgłosił się agent dużej kancelarii odszkodowawczej. Wiedział, gdzie ich szukać, znał nazwisko. - Nie dawał nam spokoju. Mówił, że leczenie będzie bardzo kosztowne i jako rodzice mamy obowiązek walczyć o jak najwyższe odszkodowanie. Budził zaufanie. Podpisaliśmy umowę, nawet nie czytając. Nie uszanowano naszego bólu, rozpaczy. Kancelarie odszkodowawcze ścigają się w szukaniu ofiar wypadków i ich rodzin. Wykorzystując ludzką rozpacz, podsuwają do podpisu umowy o dochodzenie odszkodowania w imieniu ofiar. Roi się w nich od niekorzystnych dla ludzi zapisów. "Gazeta" poznała aktualne wzory umów dwóch dużych kancelarii - Europejskiego Centrum Odszkodowań (EuCO) oraz Grupy Finansowo-Inwestycyjnej -Odszkodowania (GFI).