Niektóre stołeczne trasy są tak dziurawe, że urzędnicy boją się wysyłać tu warte setki tysięcy złotych nowoczesne autobusy. Jeżdżą tam stare, zdezelowane wozy, którym już nic nie zaszkodzi. Niestety, nikt poza pasażerami się tym nie przejmuje. I tak będzie jeszcze długo – ustalili dziennikarze “Życia Warszawy”. Jazda starym ikarusem, w porównaniu z podróżą nowym solarisem czy manem, nie jest niczym przyjemnym – hałas, spaliny, wstrząsy. – Sukcesywnie wycofujemy najstarsze egzemplarze – mówi Roman Podsiadły, prezes Miejskich Zakładów Autobusowych. – Dobrze jednak, że nadal je mamy, bo inaczej nie moglibyśmy obsługiwać wszystkich miejskich linii. Kierowcy MZA wiedzą, na których ulicach trudno jeździ się niskopodłogowcami. – Puławską pomiędzy Dolną a Domaniewską – mówi szofer z 524. – Zawieszenie dudni, a cała konstrukcja wozu trzeszczy.