Skrzyżowań, na których są strzałki umożliwiające tzw. warunkowy skręt w prawo, jest w całej Polsce coraz mniej. Drogowcy od kilku lat postepują w myśl zasady, że trzeba wykluczyć niebezpieczne sytuacje na drogach. Zielona strzałka może - ich zdaniem - prowadzić do kolizji na drogach i zagrażać pieszym. Dlatego w niektórych miejscach je likwidują. Taką samą filozofię uznawali urzędnicy Ministerstwa Infrastruktury, jednak kilka miesięcy temu ministerstwo wycofało się ze swojego pomysłu – przypomina “Gazeta Wyborcza Olsztyn”. Likwidacja strzałek nie jest obowiązkowa. Decyzja resortu wcale nie przekonała olsztyńskich drogowców do przywrócenia strzałek. A ich brak doprowadza kierowców do szewskiej pasji. Sprawy zielonych strzałek wzięli w swoje ręce radni. Ewa Zakrzewska i Andrzej Szóstek, który jest dyrektorem Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego, poprosili zarząd dróg o zweryfikowanie decyzji dotyczących likwidacji zielonych strzałek na ulicach. - Już widać, jakie skutki spowodowało ich usunięcie, chociażby na ul. Kościuszki niedaleko Niepodległości - mówi radna. - To jest problem - dodaje Szóstek. - Dlatego zobowiązałem się, że w ciągu 1,5 tygodnia przygotuję prezentację multimedialną pokazującą, na które skrzyżowania, zgodnie z przepisami, powinny wrócić zielone strzałki. Aneta Szpaderska, rzecznik ratusza, zapewnia, że zanim urzędnicy odpowiedzą radnym, sytuacja na ulicach zostanie poprzedzona "wnikliwą analizą". - Drogowcy przejrzą skrzyżowania, by wprowadzić takie zmiany, które polepszą warunki jazdy.