W Płocku powstaje całkiem nowy termin psychologiczny. Jest już wściekłość na drodze - z angielskiego: road rage; nowa płocka specjalność to parking rage - wściekłość na parkingu. Kierowcy mają takie odczucia, gdy ktoś zajechał im drogę, wlecze się, za późno ruszył po zmianie świateł. Trąbią, świecą, używają epitetów, wymownych gestów, celowej niebezpiecznej jazdy. To właśnie atak road rage, czyli ulicznej wściekłości. Termin ten powstał w latach 80. w USA, do jego rozpropagowania przyczynili się prezenterzy wiadomości z jednej z lokalnych stacji telewizyjnych w Kalifornii. Na tamtejszych autostradach wściekłość sięgała wtedy zenitu, ludzie regularnie do siebie strzelali. Amerykańskie towarzystwa motoryzacyjne zaczęły więc instruować swoich członków, jak nie prowokować ulicznej furii. I w razie czego - jak na nią reagować. W tym momencie termin "road rage" funkcjonuje w prawodawstwie niektórych stanów USA, za atak ulicznej furii można być skazanym, jest ona również uznana za jednostkę chorobową. A co w Płocku, jak zauważają media, w Płocku coraz częściej dochodzi do takich właśnie napadów furii. Tyle że nie wściekają się kierowcy, a piesi. I nie na samochody na drodze, tylko na te zaparkowane. Policja odnotowuje ataki na zaparkowane na ulicach samochody. - Faktycznie, niszczenie zaparkowanych aut od pewnego czasu stało się płocką specjalnością. Nie ma właściwie tygodnia, żeby na terenie miasta jakiś pieszy nie zmajstrował czegoś przy mijanym właśnie samochodzie - przyznaje Piotr Jeleniewicz, rzecznik płockiej komendy. Dodaje, że przyczyny zachowania pieszych są zazwyczaj podobne. I można podzielić je na dwie grupy. Pierwsza - to po prostu zwyczajna głupota. - Zatrzymani za dewastację samochodów nie potrafią nawet wytłumaczyć, dlaczego to robili - opowiada rzecznik. Przyczyna druga - choć w komendzie podkreślają, że o wiele rzadsza - to ciasnota na parkingach. Kierowcy zostawiają samochody gdzie się da - na zakazach, tuż pod oknami bloków, na podjazdach, chodnikach, w bramach. Smrodząc i blokując przejście. - A piesi czują się zepchnięci na margines, zlekceważeni, czują, że przegrywają z samochodem - komentuje Ewa Tokarczyk, doktor psychologii z Instytutu Transportu Samochodowego. Pamiętajmy jednak: każdy, kto w ataku parkingowej furii zniszczy blokujący mu przejście samochód, przed sądem (za zniszczenie mienia kodeks wykroczeń przewiduje karę grzywny - do 5 tys. zł) niestety nie może się tłumaczyć, że to nie jego wina. Że wszystkiemu winne są miejskie realia, brak wielopoziomowych parkingów, osiedla budowane 30 lat temu, kiedy najwyraźniej nikt nie przypuszczał, że samochody będą mieli niemal wszyscy lokatorzy bloku, nie tylko pan dyrektor spod szóstki. I że padł ofiarą ataku choroby - nowej płockiej przypadłości - zwanej parkingową furią.