W 2008 roku na lubuskich drogach było ponad 160 śmiertelnych ofiar. To oznacza, że co drugi dzień ginie jedna osoba. W tym względzie Lubuskie jest drugim województwem w kraju - na 100 tys. mieszkańców ginie średnio 14,4 osób. Statystyki plasują Lubuskie na pierwszym miejscu pod względem wzrostu liczby zabitych w porównaniu z ub.r. (wzrost o ponad 13 proc.). Tymczasem w Kujawsko-Pomorskiem czy Podlaskiem tę najbardziej tragiczną statystykę udało się zmniejszyć o blisko 20 proc. W Lubuskiem wzrosła także liczba osób rannych (ok. 5 proc.) i znów daje nam to drugie miejsce w kraju. W tym roku w wyniku wypadków do szpitala trafiło ponad tysiąc osób. Poniżej rozmowa jaką przeprowadziła dziennikarka lubuskiego oddziału “Gazety Wyborczej” z Waldemarem Pietraszewskim dziennikarzem motoryzacyjnym, licencjonowanym kierowcą rajdowym, na co dzień instruktorem nauki jazdy oraz doskonalenia techniki jazdy.
Maja Sałwacka: Liczba wypadków spadła, ale drastycznie wzrosła liczba ofiar śmiertelnych. Jeździmy za szybko czy kiepskimi autami? Dlaczego nie mamy szans wyjść cało z kraksy?
Waldemar Pietraszewski: Są trzy elementy, które składają się na przyczynę wypadku - kierowca, droga i auto. Samochody mamy coraz lepsze. Drogi, jakie są, każdy widzi. Największy wpływ na przebieg zdarzenia ma jednak kierowca. Niestety ciągle brakuje nam wyobraźni i nie potrafimy przewidzieć złych skutków. A powinniśmy mieć nawyk, by zawsze wsiadając za kierownicę, mieć świadomość, że także nam może się przydarzyć wypadek. Za szybko, brawurowo jeździ ponad połowa kierowców. Jadąc drogą poza miastem z ograniczeniem do 90 km na godz., by nauczyć kursanta manewru wyprzedzania, albo trzeba czekać, aż na drodze spotka się "malucha" albo poprosić inną "elkę", by dała się wyprzedzić. Inaczej nie ma szans, by wyprzedzić przepisowo.
Maja Sałwacka: Co można zrobić?
Waldemar Pietraszewski: Można iść śladami Szwecji, gdzie realizowano intensywny plan, w którym nie chodziło o zmniejszenia liczby wypadków, ale zredukowanie ich do zera. Zadbano głównie o drogi, organizując ruch w taki sposób, aby nie dać kierowcy możliwości popełnienia błędu. Bezkolizyjne skrzyżowania, bezpieczne zjazdy i wjazdy na drogi szybkiego ruchu. Ograniczenia prędkości i edukowanie społeczeństwa. Jeśli jest zakaz wyprzedzania, to ten znak jest święty. W Polsce kierowcy ignorują znaki ograniczające prędkość, zakazy wyprzedzania, ciągłe linie. Wyprzedzają na zakrętach, pod górkę. Taka nasza mentalność. Być pierwszym. Szwedowi łamanie przepisów nie przystoi.
Maja Sałwacka: Jaki jest psychologiczny portret potencjalnego sprawcy wypadku?
Waldemar Pietraszewski: Nie ma reguły. Ale najbardziej niebezpieczni kierowcy to ci, którzy mają prawo jazdy od 5 do 10 lat. Przechodzą przez okres, w którym wydaje im się, że z takim stażem są mistrzami kierownicy. Usypiają swoją czujność. Osobiście boję się przedstawicieli handlowych. Przy uchu komórka, na liczniku 140 km na godz., na pewno nie zahamują przy żółtym świetle, czasami potrafią poprawiać jeszcze faktury! Często wymuszają pierwszeństwo, sami wychodzą bez szwanku. A inni cierpią. Bez wyobraźni albo z poczuciem bezkarności jeżdżą także świeżo upieczeni kierowcy ciężarówek, którzy wbijając się w "osobówkę", narażają się co najwyżej na złamanie paznokcia w palcu u nogi.
Maja Sałwacka: A np. panowie po 60. roku życia, w słomianym kapeluszu, tacy typowi niedzielni kierowcy?
Waldemar Pietraszewski: Tu bałbym się o ich spóźnione reakcje, nawyki z czasów jednej syrenki na szosie, niepasujące do dzisiejszych realiów na drodze. Na takich kierowców trzeba uważać na każdej krzyżówce z podporządkowaną drogą. Trzeba umieć przewidzieć, co mogą zrobić.
Maja Sałwacka: A gdyby segregować pod względem rejestracji. To prawda, że najgorsi kierowcy mają tablice zaczynające się od liter FKR, FZI?
Waldemar Pietraszewski: Coś w tym jest. Najczęściej takie rejestracje mają auta, które uczestniczą w kolizjach, wypadkach na rondzie PCK. Kierowcy małych miast, wsi nie znają przepisów, nie mają wprawy w ruchu dużego miasta. Bałbym się, gdyby mieli "wypuścić się" do Poznania, Wrocławia czy Warszawy.