Przegląd prasy

Prowadzenie pojazdu to każda czynność, która wprawia go w ruch

26 grudnia 2008

Ryszard K. chciał tylko przestawić o kilka metrów samochód przesunięty na środek chodnika wskutek kolizji, by nie tarasował przejścia. Sąd skazał go za jazdę po pijanemu, bo był po kilku drinkach. Ku przestrodze polecamy Państwa uwadze relację krakowskiej “Gazety Wyborczej”: Wszystko zdarzyło się na jednej z krakowskich ulic. Pan Ryszard, kierowca z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem, siedział spokojnie w domu i popijał drinki, gdy na dole pod jego domem zderzyły się dwa samochody. Kolizja specjalnie by go nie obchodziła, gdyby nie pechowy zbieg okoliczności: oba sczepione pojazdy wpadły na jego auto, zaparkowane na chodniku pod domem. O uszkodzonym samochodzie zaalarmowała go sąsiadka. Siła uderzenia przesunęła jego daewoo na środek chodnika. Pan Ryszard podszedł do dwóch kierowców z rozbitych samochodów i stojących obok nich policjantów, mówiąc, że auto w poprzek chodnika jest jego. Potem wyjął kluczyki i wsiadł do samochodu. Uruchomił go, obrócił, ustawiając znowu wzdłuż krawężnika, tak by jego daewoo nie tarasowało dalej przejścia. Gdy wysiadł, podeszli do niego policjanci likwidujący kolizję i kazali dmuchnąć w balonik. Wynik: 0,98 mg alkoholu w wydychanym powietrzu. Dlaczego funkcjonariusze w ogóle pozwolili kierowcy uruchomić samochód, skoro jak sami przyznali, już wcześniej, gdy podszedł do nich, poczuli od niego woń alkoholu? Podczas rozprawy w sądzie tłumaczyli, że byli tak zajęci wypełnianiem dokumentów powypadkowych, że nie zauważyli, kiedy pan Ryszard siadł za kółkiem. Dostrzegli, jak obrócił już samochód i wtedy zareagowali. Dla prokuratury sprawa była jednoznaczna. Kierowcy wytoczono sprawę o jazdę po pijanemu. - Przejechałem raptem dwa metry i to po chodniku. Nie zjechałem na ulicę, nie włączyłem się do ruchu. Chciałem tylko udrożnić przejście przez chodnik - tłumaczył się podczas przesłuchania pan Ryszard. Oskarżyciel nie miał jednak wątpliwości. "Oskarżony kierował pojazdem, będąc pod wpływem alkoholu. Co istotne, to niebywała zuchwałość sprawcy, który dopuścił się czynu jadąc chodnikiem w obecności policjantów. Nie zwalnia go z odpowiedzialności nawet chęć udrożnienia chodnika" - podkreślił z naciskiem w akcie oskarżenia, który skierował przeciwko kierowcy. Krakowski sąd przeprowadził cały proces i mimo że dystans, jaki przejechał kierowca, był minimalny, uznał, że Ryszard K. jak najbardziej uczestniczył w ruchu. - Przez prowadzenie pojazdu rozumie się każdą czynność, która wprawia go w ruch, w szczególności rozstrzygającą o kierunku i prędkości jazdy. Sprawca wprawił go w ruch, nadawał prędkość - stwierdził sąd . - I może dziać się to nawet na chodniku - dodał. Niefortunnego kierowcę skazał na trzy miesiące w zawieszeniu na trzy lata za jazdę pod wpływem alkoholu. Dodatkowo zakazał mu siadania za kierownicą przez dwa lata. Ryszardowi K. humor tylko nieco poprawił sąd odwoławczy, który po jego apelacji skrócił o rok okres pozbawienia prawa jazdy.

Słowa kluczowe pijani kierowcy pojazdy