Przez ostatnie lata bardzo wzrosła liczba użytkowników CB-radia. W eterze pojawiają się nie tylko zawodowi kierowcy, ale także ci, którzy samochodem często podróżują. Teoretycznie GPS-y, mogą doprowadzić wszędzie, jednak nie dowiemy się z nich, czy np. droga nie jest z jakiegoś powodu zamknięta. W eterze tę informację usłyszymy natychmiast. W mieście pojawiają się przewodnicy-hobbyści, którzy pomagają dotrzeć do zaplanowanego celu. Takie właśnie, hobby ma Edward S. ps. Koliber, jeden z najbardziej znanych przewodników w Polsce. Od 9-roku życia jest niewidomy, mimo to potrafi doprowadzić w najmniejszy zakątek Poznania. Wspólnie z żoną przez kilka lat studiowali plan miasta. Mieszkają w niewielkim mieszkaniu, w którym najważniejsze są trzy CB-radia. To najnowsze kupili kierowcy w podziękowaniu przewodnikowi. Składali się w jednym z poznańskich serwisów CB-radia. - W tej chwili właściwie nie ma miejsc w mieście, w które nie potrafiłbym poprowadzić kierowcy - przekonuje. - Ale w końcu pomagam im od kilkunastu lat. Równocześnie ze wzrostem popularności CB-radia w Polsce, jego funkcja się zmieniła. Początkowo, przestrzeń w eterze służyła luźnej rozmowie, która z czasem stawała się coraz bardziej użyteczna. CB-radio pomaga kierowcom, ale może być także bardzo pomocne policji. Zaoszczędza im wiele pracy przy rozładowywaniu korków, na przykład, gdy na drodze są utrudnienia. Informacja w CB-radiu jest natychmiast, a kierowcy omijają takie miejsce szerokim łukiem. - CB-radia w samochodach pomagają nam szczególnie w sytuacjach, gdy dochodzi do dużych wypadków - mówi Józef Klimczewski, naczelnik poznańskiej drogówki. - My nie jesteśmy w stanie poinformować kierowców o utrudnieniach. Na CB-radiu taka informacja pojawia się niemal natychmiast - mówi Klimczewski. Choć oficjalnej współpracy nie ma, to w 2008 roku użytkownicy "radyjek" zaproponowali, by policyjni dyżurni informowali o poszukiwaniach osób lub samochodów nie tylko patrole, ale także kierowców. Informacja w eterze rozeszłaby się w błyskawicznym tempie, a szansa odnalezienia skradzionego pojazdu mogłaby wzrosnąć. Pomysł wzbudził kontrowersje. Pomijając kwestie techniczne i prawne (gdyby przedsięwzięcie było zgodne z przepisami i doszło do skutku, policja musiałaby kupić CB), mówiło się wówczas, że w wielu przypadkach w wyniku ujawniania takich informacji mogłoby ucierpieć dobro prowadzonych śledztw.