Nie wszyscy cykliści wjeżdżając na deptak łamią prawo. Winne temu jest niekonsekwentne oznakowanie. Na szczęście wielu nie chce przeciskać się przez tłum ludzi i zsiada z roweru. - Za stwarzanie zagrożenia w ruchu drogowym grozi grzywna do 500 zł - przestrzegają municypalni. W Toruniu kłopot z ruchem rowerowym na Starówce. Cyklistom nie sprzyja chaotyczne oznakowanie, które np. jednocześnie zabrania i zezwala na jazdę po deptaku. Bałagan potęguje napięcie między rowerzystami a pieszymi. Pierwsi dowodzą, że nie powodują zagrożenia, drudzy utyskują na "szaleńców na dwóch kółkach". - Patrole na Starówce są bardzo wyczulone na rowerzystów i to, czy jeżdżą zgodnie z prawem - zapewnia Jarosław Paralusz, rzecznik prasowy Straży Miejskiej. - Muszę jednak powiedzieć, że dziś rowerów na deptaku jest znacznie mniej niż przed laty, a ci rowerzyści, którzy się pojawiają, jeżdżą dużo spokojniej. Co z tymi, którzy szarżują? - Cóż, jeśli jest ktoś poszkodowany, możemy skierować wniosek do sądu - mówi Paralusz. - Za stwarzanie zagrożenia w ruchu drogowym grozi grzywna do 500 zł. Ale musi być osoba zawiadamiająca. - Co jeśli jej nie ma, a strażnicy zauważą cyklistę-szaleńca? - Jak nie z jednej strony go, to z drugiej: wtedy zatrzymamy go i wlepimy 50 zł mandatu za jazdę po chodniku - odpowiada rzecznik municypalnych. To jednak jest możliwe tylko w ładną pogodę. Zmienione w maju przepisy dopuściły bowiem jazdę rowerem po chodniku w ekstremalnych warunkach (rzęsisty deszcz, oblodzenie, mgła).