Za oknami deszcze i burze. Dzisiaj w Łodzi i Warszawie rzęsiste ulewy i gwałtowne burze. Ulice stolicy spłynęły, stanęło lotnisko (kilkanaście samolotów czekało w powietrzu) oraz tramwaje na głównych ulicach miasta, nie działały światła na niektórych skrzyżowaniach. Pozalewane zostały wejścia do stacji metra (na stacji Wilanowska woda sięgała do sufitu i tylko dzięki zamkniętym śluzom mieszkańcy mogli dotrzeć do domów) itd.. Straż pożarna i służby miejskie nie nadążały z odbieraniem zgłoszeń, najwięcej dotyczyło połamanych drzew, zalanych piwnic, parkingów i wielu ulic. Policja ostrzega przed utrudnieniami w ruchu drogowym. My dodamy - bądźmy ostrożni, słuchajmy komunikatów miejskich.

(Fot.: PD@N 394-28) ^ W Warszawie gwałtowna burza na wiele godzin sparaliżowała ruch na skrzyżowaniu Rzymowskiego i Gotarda. Woda całkowicie zalała jezdnię. Jej poziom sięgał do drzwi autobusów, i to wcale nie tych niskopodłogowych. Byliśmy naocznymi świadkami wydarzenia, oto nasze uwagi wnioski. Straż pożarna zwęziła zalaną czteropasmówkę (stawiając wóz strażacki) jednak nikt nie kierował ruchem. W wyniku takiej decyzji po kwadransie mieliśmy stan nazywany “wolną amerykanką”. Samochody osobowe, które nie miały szans przejazdu blokowały te duże, autobusy i inne, które potencjalnie mogłyby przejechać, ale zostały zablokowane. Pasażerowie autobusów nie mieli żadnej informacji, a przecież istnieje system komunikacji z kierowcami autobusów. Ci zniecierpliwieni wysiadali i próbowali przedostać się, niestety wracali, wysoki stan wody uniemożliwiał pieszym przedostanie się. Wszystkie pojazdy utknęły w gigantycznym rozlewisku na wiele godzin. Powyżej foto przesłane do KONTAKTU 24 TVN, na nim stan jeszcze przed zmrokiem, wysoka fala dopiero wypłynie na ulicę.