Święto patrona kierowców - św. Krzysztofa, w większości parafii, jeszcze przed poświęceniem pojazdów, ich właściciele usłyszeli przestrogi kapłanów. Ci apelowali do sumień piratów drogowych i przekonywali ich, że brawurowa jazda to grzech ciężki. “Gazeta Wyborcza” rozmawia z z księdzem Leonem Gregorczykiem - kapelanem podlaskiej policji i proboszczem parafii Najświętszej Maryi Panny Matki - kościoła w Białymstoku: Agnieszka Domanowska: W dniu św. Krzysztofa, patrona kierowców i podróżnych, w większości kościołów, tuż po wieczornym nabożeństwie, święci się wszelkie pojazdy, od rowerów poczynając, na tirach kończąc. Dlaczego ludzie to robią? Leon Grygorczyk: To jest kwestia naszej wiary. 25 lipca kierowcy właśnie w tym celu tłumnie pojawiają się w kościołach. Wierzą, że święty Krzysztof, którego dziś wspominamy, uchroni ich przed niebezpieczeństwem na drodze. Oczywiście pojazd można poświęcić przez cały rok i takie sytuacje zdarzają się bardzo często. Na przykład ktoś kupuje samochód i prosi księdza o skropienie go święconą wodą. Oczywiście to nie jedyna obrona przed nieszczęściem. Kierowcy mają w samochodach emblematy ze św. Krzysztofem, różańce, święte obrazki. To wszystko to pewna forma wdzięczności Bogu i jednocześnie powierzenie Mu swojego życia.