Policja domaga się ukarania funkcjonariusza, który miał wypadek podczas ścigania pirata drogowego – czytamy w dzienniku “Metro”. Sierżant Sławomir Junak łapał piratów przez 16 lat. 11 grudnia 2006 r. prowadził opla vectrę z wideoradarem, gdy w Górze Siewierskiej na Śląsku zobaczył szybko jadący samochód. Ruszył w pościg. - Żeby zmierzyć prędkość pojazdu, trzeba się do niego zbliżyć i samemu złamać przepisy, a potem włączyć pomiar prędkości - tłumaczą oficerowie drogówki. Podczas pościgu opel sierżanta najechał na dziurę i dachował. On sam ledwo przeżył. - Szef utyskiwał, że rozbiłem najlepszy wóz w komendzie - wspomina. Prokuratura w zachowaniu sierżanta nie dopatrzyła się przestępstwa. Uznała, że co najwyżej można mówić o wykroczeniu. Komenda w Będzinie skierowała do sądu grodzkiego wniosek o jego ukaranie. Ten uznał sierżanta za winnego. Policjant odwołał się od tej decyzji, ale jeśli przegra w drugiej instancji, komenda będzie mogła żądać od niego częściowego pokrycia kosztów remontu rozbitego radiowozu. - Szef będzińskiej policji powinien rozważyć wykorzystanie satelitów szpiegowskich do łapania piratów. Wtedy niezarysowane radiowozy stałyby w garażu - komentuje Roman Wierzbicki, przewodniczący policyjnego związku zawodowego NSZZP w Katowicach.
To, kto nas będzie chciał chronić przed piratami?
14 stycznia 2008