Czym się różni praca kierowcy autokaru od pracy pilota samolotu pasażerskiego? Niczym. Zarówno jeden, jak i drugi ma pod swoją opieką kilkudziesięciu lub kilkuset ludzi, których ma bezpiecznie dostarczyć do celu. Cena życia pasażerów w obu przypadkach jest taka sama – czytamy w “Kurierze Lubelskim”.O ile za sterami samolotów zasiada elita pilotów, to za kierownicę autokarów coraz częściej trafiają osoby bez doświadczenia i wyobraźni, co prowadzi do tragicznych wypadków. – Przed laty, chcąc zostać kierowcą autokaru, trzeba było najpierw trzy lata jeździć ciężarówką, by otrzymać zaświadczenie uprawniające do uczestnictwa w kursie na kategorię D – mówi Janusz Sternik, kierowca autokaru z 20-letnim doświadczeniem. – Dziś tuż po otrzymaniu prawa jazdy kategorii B można iść na kurs dla kierowców autobusów. Cóż z tego, że taka osoba zdobędzie stosowny dokument, skoro będę bał się ją posadzić za kierownicą nowoczesnego autokaru i wypuścić w daleką trasę. W czym tkwi błąd? Z jednej strony w programach szkolenia, z drugiej w sprzęcie, na jakim jeżdżą adepci. Starym autokarem można nauczyć się tylko manewrować na placu, a nie tego, jak wykorzystać mechanizmy wspomagające kierowcę w nowoczesnych autokarach. – Nie twierdzę, że młodzi kierowcy nie potrafią jeździć – dodaje Sternik. – Jednak w kryzysowych sytuacjach zabraknie im wiedzy i doświadczenia. Tak zapewne było podczas wypadku w Grenoble. W górach naprawdę trzeba wiedzieć, jak jechać bezpiecznie. Rozmówca wielokrotnie podróżował przez Alpy, przejechał nawet słynną drogę Napoleona, na której doszło do tragicznego wypadku polskiego autokaru. – W takich warunkach liczy się doświadczenie – dodaje Sternik. – Trzeba wiedzieć, że ciągłe używanie retardera doprowadzi do zagrzania oleju i urządzenie przestanie działać. Wtedy hamulce nie wystarczą do zatrzymania pojazdu o masie 20 ton i można spodziewać się najgorszego. Kierowcy z górzystych terenów wiedzą, że w dół zjeżdża się na tym samym biegu, na którym wjechało się na szczyt. Powoli, hamując silnikiem, a do tego na przemian retarderem i hamulcami, by nie doprowadzić do ich przegrzania. Tego wszystkiego można się nauczyć na kursie. Pod warunkiem, że jest on dobrze prowadzony, a szkolenie odbywa się w nowoczesnym autokarze. Niestety, niewiele firm oferuje takie usługi. Braki w wyszkoleniu i doświadczeniu kierowców to jedna strona medalu. Po drugiej jest rutyna kierowców, nieprzestrzeganie czasu pracy i niestosowanie się do przepisów ruchu drogowego. Paweł Usidus, generalny inspektor transportu drogowego podkreśla, iż w skali kraju 63 proc. wykrywanych wykroczeń dotyczy naruszenia czasu pracy kierowców. Bardzo często kierowcy nadmiernie przekraczają też prędkość.