Absurdalna luka w prawie. Okazuje się, że można (prawie) bezkarnie rozbijać się autem po alkoholu. Wystarczy brak dowodu na to, że silnik samochodu pracował – czytamy w “Gazecie Wyborczej - Szczecin. Maciej S. wsiadł za kierownicę swojego fiata – jak tłumaczył – chcąc go przestawić w inne miejsce. “Był bardzo pijany - mówi Małgorzata Wojciechowicz, rzecznik prasowy szczecińskiej prokuratury. Prawdopodobnie zwolnił ręczny hamulec, bo samochód zaczął toczyć się do tyłu. Wpadł na zaparkowane na ulicy mitsubishi. Odbił się od niego i uderzył jeszcze w dużego fiata, który uszkodził stojącego za nim citroena. Toczący się i taranujący inne pojazdy samochód zauważył przejeżdżający tamtędy policjant. Funkcjonariusz stwierdził, że kierowca jest pijany - badanie wykazało ponad dwa promile alkoholu we krwi. Sprawa trafiła do prokuratury z artykułu 178 A § 1 kk dotyczącego prowadzenia pojazdu pod wpływem alkoholu”. Podejrzany przyznał się do winy i dobrowolnie podał się karze. Prokuratura zaś umorzyła sprawę! “Nie udało nam się ustalić, czy włączył silnik. Podejrzany powiedział, że go nie uruchomił. Podobnie mówił świadek, który razem z nim był w samochodzie. Zgodnie z orzeczeniem Sądu Najwyższego "nie jest prowadzeniem pojazdu wprowadzenie go w ruch niezgodnie z konstrukcją i przeznaczeniem", a więc bez włączonego silnika. Ponadto "jazda bez włączonego silnika pozbawia pojazd przymiotu pojazdu mechanicznego" - wyjaśnia Małgorzata Wojciechowicz. - Wobec tego nie można uznać, że podejrzany prowadził pojazd pod wpływem alkoholu, więc sprawę musieliśmy umorzyć. Po prostu nie mieliśmy podstawy prawnej, żeby go ukarać”.