W maju, tuż przed przejściem przez Wrocław fali powodziowej, część mieszkańców, chcąc ratować swoje samochody przed zalaniem, zaparkowała je w bezpiecznych, ale niedozwolonych miejscach. Teraz policja karze ich za to mandatami. Sprawy tych, którzy odmawiają płacenia, trafiają do sądu - informuje wrocławska “Gazeta Wyborcza”. Pan Dariusz razem z sąsiadami przestawili swoje auta na Wybrzeże Korzeniowskiego, gdzie wał jest solidniejszy, i na Górkę Słowiańską. W obu miejscach są odcinki, na których obowiązuje zakaz postoju. - Wiedziałem o tym i zostawiłem auto z pełną świadomością, że łamię przepisy - przyznaje pan Dariusz. - Jestem instruktorem nauki jazdy i znam się na tym. Jednak starałem się postawić samochód tak, żeby zostawić miejsce dla przejeżdżających aut i nie stwarzać zagrożenia. To było 21 maja, na drugi dzień, kiedy fala przeszła przez miasto, zabrałem samochód. Po tygodniach przyszło wezwanie na komisariat policji na pl. Piłsudskiego, gdzie powiedziano mu, że naruszył przepisy ruchu drogowego, zaproponowano mandat w wysokości 100 zł i punkt karny. - Tłumaczyłem, że działałem w sytuacji wyższej konieczności - opowiada. Sprawa nie jest incydentalna, wszyscy kierowcy, próbując chronić swoje auta, łamali przepisy w wielu miejscach miasta. Pan Dariusz nie przyjął mandatu. Policja skierowała już jego sprawę do sądu. Jeśli pan Dariusz zostanie uznany za winnego, będzie musiał ponieść dodatkowo koszty postępowania. Liczy się więc z kosztami w wysokości ok. 400 zł. - Mam nadzieję, że sąd wykaże więcej rozsądku niż policja - mówi pan Dariusz. - A może się okazać, że zostanie zasypany podobnymi sprawami. O mandaty dla kierowców, którzy ratowali swoje samochody przed zalaniem, redakcja dziennika zapytała biuro prasowe wrocławskiej policji – czekają na odpowiedź.