Tomasz Głogowski: Francuska prokuratura ustaliła, że to system GPS podpowiedział kierowcy autokaru, który rozbił się we Francji, niebezpieczną trasę. Czy zawodowi kierowcy nie za bardzo ufają tej technicznej nowince?
Marek Jarocki, dyrektor PKS-u w Tychach: Nie dość, że za bardzo ufają GPS-owi, to jeszcze traktują go jak grę komputerową. Tyle że w grze mamy kilka "żyć", a w realnym świecie tylko jedno. Kiedyś kierowca przed wyjazdem w trasę dokładnie analizował mapę. Konfrontował zapisy mapy z rzeczywistością. Teraz włącza nawigację satelitarną i w ogóle nie skupia się na drodze. System GPS mówi mu, że ma skręcić w lewo, to machinalnie skręca w lewo, nie myśląc, co jest za tym zakrętem. Najgorsze, że taki kierowca żyje w wirtualnym świecie, idzie na łatwiznę. Dotyczy to przede wszystkim młodych ludzi, którzy za bardzo ufają technice. Po wypadku we Francji zrobiliśmy mały eksperyment na ulicach Tychów. Doświadczony kierowca miał jechać dokładnie tak, jak podpowiadał mu GPS. I przegapił zakaz skrętu w prawo! System powiedział mu, że ma skręcić, to skręcił, ale nie spojrzał na znaki. I to kierowca, który bardzo dobrze zna miasto. Miałem kiedyś taką sytuację w firmie. Zadzwonił kierowca, że jest za Gdańskiem i nie wie, jak ma jechać, bo GPS podpowiada mu, że na Łódź. Ale on nie jest pewny, czy to dobry kierunek, bo na tablicach nie ma Katowic.
Tomasz Głogowski: Dlaczego we Francji system nie ostrzegł kierowcy, że trasa jest niedozwolona dla autobusów?
Marek Jarocki, dyrektor PKS-u w Tychach: Bo kierowca korzystał z najtańszej mapy przeznaczonej dla aut osobowych. Są mapy satelitarne dla kierowców zawodowych, które uwzględniają wszystkie zakazy i nakazy dla ciężarówek i autobusów. Ale takie programy są bardzo drogie, kosztują ok. 3 tys. zł. Mało którego kierowcę na to stać.
GPS to tylko komputer. Zrobi to, co każe mu człowiek - twierdzą dystrybutorzy systemów nawigacji. - Na mapach instalowanych w GPS-ach nie ma umieszczonych znaków drogowych - dodają. Kierowca autobusu, który rozbił się na drodze do Grenoble, używał sytemu nawigacji satelitarnej GPS. Przedstawicielka biura podróży, które organizowało pielgrzymkę twierdzi, że kierowca bardzo ufał systemowi. - Zatrudniona przez nas pilotka, która bardzo dobrze zna Barcelonę musiała się z nim wykłócać w tym mieście, bo chciał jechać trasą wskazywaną przez GPS, a nie tak, jak zalecała pilotka - mówiła przedstawicielka Orlando Travel. Systemy nawigacji satelitarnej, które sprawdziliśmy, z La Mure do Grenoble wskazują drogę przez Vizille, która jest główna i najkrótsza. - Ta droga wygląda na główną i najkrótszą do Grenoble - mówi Andrzej Sidor z centrum nawigacji satelitarnej Grupa Paragraf z Wrocławia. - Nie można do końca wierzyć nawigacji. Te urządzenia nie uwzględniają zakazów wjazdu dla autobusów. Trzeba mieć oczy otwarte i obserwować znaki drogowe.