Sołtys Siemoni, dyrektorka gimnazjum i rodzice uczniów od trzech lat walczą o przejście dla pieszych w obrębie sąsiadującego ze szkołą skrzyżowania. Jednak nawet wypadek z udziałem uczennicy nie przekonał urzędników do wydania zgody na wymalowanie pasów – apeluje katowicka “Gazeta pl”. Kilka lat temu przejście dla pieszych bvło. Po położeniu nowego asfaltu już pasów nie wymalowano. Na prośby sołtysa Zarząd Dróg Wojewódzkich odpisał odmownie. Wyjaśnił, że "ograniczenie widoczności, spowodowane przez łuk pionowy drogi" odbiera sens tej inicjatywie. - Jeśli wymalujemy przejście, piesi poczują się pewnie i będą przekraczać drogę właśnie w tym miejscu. Tymczasem jest ono bardzo niebezpieczne. Kierowcy, którzy pokonują wzniesienie, widzą to, co jest za nim, dopiero w ostatniej chwili - mówi Ryszard Pacer, rzecznik prasowy ZDW. - To jakiś absurd! Skoro wzniesienie ogranicza widoczność, tym bardziej potrzebne jest dobrze oznakowane przejście! Ludzie i tak tędy chodzą, więc o tragedię nietrudno - denerwuje się pani sołtys. I przypomina, że w okolicy skrzyżowania jest pięć przystanków autobusowych, szkoła, kościół, dom kultury i pawilon. - Auta pędzą na lotnisko w Pyrzowicach, a ciężarówki na budowę autostrady. Mało który kierowca trzyma się dozwolonej prędkości - dodaje Cofała. Na feralnym skrzyżowaniu zginęło już dwóch pieszych, a kilka kroków dalej gimnazjalistka. Inna została potrącona przez samochód po wyjściu z autobusu.