Legislacja

Na egzamin pojazdem osk? (cz. 4) To duży kłopot logistyczny

5 lutego 2012

66f92c34ca76ebefadd8c38e7a46b5597d219873cad7a37b2abebe0291dcbfe5e50b21a8619b5cf2

(Fot.: PD@N 416-27 i 29jm)

Interpelacja (nr 873) do ministra transportu, budownictwa i gospodarki morskiej w sprawie ustawowego obowiązku korzystania z samochodów pozostających w dyspozycji wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego podczas zdawania egzaminu państwowego na prawo jazdy kategorii B

Art. 53 ust. 1 ustawy z dnia 5 stycznia 2011 r. o kierujących pojazdami mówi, że “Praktyczna część egzaminu państwowego w zakresie uzyskiwania uprawnienia do kierowania motorowerem lub pojazdami silnikowymi jest prowadzona pojazdem pozostającym w dyspozycji wojewódzkiego ośrodka ruchu drogowego”. Natomiast ust. 4 tego artykułu wskazuje, że tego przepisu nie stosuje się do pojazdów, którymi prowadzi się egzamin w zakresie uprawnień prawa jazdy kategorii B1, C1, C1+E, C, C+E, D1, D1+E, D lub D+E. Jest to wyraźne dyskryminowanie osób zdających egzamin na prawo jazdy kategorii A1, A, B, które nie mogą korzystać z innych pojazdów niż WORDowskie. W większości państw Europy, poza Polską i Litwą, jest możliwość egzaminowania z wykorzystaniem samochodów należących do ośrodków szkolenia kierowców. Praktycznie, poza ustawowymi, nie ma innych przeszkód, aby podobnie było u nas. Pojazdy ośrodków szkolenia posiadają identyczne wyposażenie, jak egzaminacyjne, są identycznie ubezpieczone. Nie są jedynie wyposażone w kamery rejestrujące w cenie około 2 tys. zł, co jest przeszkodą łatwą do uzupełnienia. Egzaminowanie na pojazdach ośrodków szkolenia nie generowałoby WORD-om kosztów. Kolejnym zauważalnym negatywnym zjawiskiem jest wymiana posiadanych przez WORD-y samochodów co 4 lata. Stawia to w bardzo niekorzystnej sytuacji finansowej ośrodki szkolenia kierowców, bowiem one też zmuszone są do wymiany pojazdów. Należy zauważyć, że samochody te wymieniane są mimo tego, że w dalszym ciągu są przydatne i przechodzą szczegółowe badania techniczne na autoryzowanych stacjach, więc mogłyby być dalej użytkowane. Wynika to jednak z tego, że kandydaci na kierowców podejmują szkolenie tylko na takich typach pojazdów, na jakich będą zdawali egzamin. Zjawisko to zaistniało w całej Polsce. Aktualnie nie istnieją niemal w Polsce ośrodki szkolenia kierowców, które posiadałyby pojazdy inne niż egzaminujące w WORD-ach. Argumentacja urzędników twierdzących, że kandydat na kierowcę powinien umieć jeździć każdym samochodem, a nie tylko określonym jego modelem – nie wytrzymuje próby w zetknięciu z rzeczywistością rynkową i oczekiwaniem klientów. Trudno się dziwić kursantom, że wybierają ośrodki szkolenia kierowców, które posiadają takie typy i modele samochodów, jakie są na egzaminie w wojewódzkim ośrodku ruchu drogowego. W praktyce więc kursanci jeżdżą i tak tylko jednym typem samochodu. Obecna sytuacja doprowadziła do tego, że sprzedawcy aut stosują dumpingowe ceny przy oferowaniu samochodów na potrzeby ośrodków egzaminacyjnych. I tak (według informacji OSK) do przetargu warszawskiego WORD w 2011 r. zgłosił się diler Suzuki z ofertą wynajmu 45 nowych pojazdów na okres 4 lat, przy opłacie miesięcznej 1 zł za jeden pojazd. Po odwołaniu do Krajowej Izby Odwoławczej przetarg wygrał diler ?koda Fabia z opłatą wynajmu miesięcznie około 250 zł. Podobnie ostatnio stało się m.in. w Białymstoku, gdzie wybrano Toyotę Yaris na podobnych warunkach. Rynkowe koszty wynajmu takiego pojazdu są nadal wielokrotnie wyższe. Zjawisko wynajmu pojazdów praktycznie rozszerzyło się na całą Polskę. Oparte jest ono na stosowaniu strategii dumpingowych cen przez dilerów samochodowych dla WORD-ów. Ośrodki szkolenia kierowców płacą normalną rynkową cenę i zmuszani są co jakiś czas do wymiany swego taboru, bez względu na jego stan techniczny.

W związku z powyższym uprzejmie proszę o odpowiedź na pytania:

1. Czy m.in. wobec patologicznych zjawisk związanych z dzierżawą pojazdów samochodowych przez WORD-y na cele egzaminacyjne ministerstwo nie widzi potrzeby zmiany ustawy o kierujących pojazdami, tak żeby umożliwić zdawanie egzaminów na prawo jazdy kategorii B na pojazdach będących w dyspozycji osób egzaminowanych na ich wniosek i koszt?

2. Czy ministerstwo uważa, że w stosunku do osób uzyskujących uprawnienia do kierowania pojazdami kategorii B w porównaniu do innych kategorii nie jest naruszona konstytucyjna zasada równości obywateli wobec prawa?

3. Czy ministerstwo posiada dane o liczbie pojazdów, jakimi dysponują w Polsce ośrodki szkolenia kierowców? Czy są dostępne dane mówiące o liczbie wymienianych samochodów w OSK w związku z decyzjami WORD-ów zmieniających pojazdy egzaminacyjne? Jak duże koszty ponoszą OSK w związku z tym procesem?

4. Czy według ministerstwa zjawisko wymuszonej wymiany pojazdów w OSK sprzyja rozwojowi tej części polskiego rynku i służy np. zwiększeniu liczby miejsc pracy w tym obszarze?

Z poważaniem Poseł Dariusz Piontkowski

Warszawa, dnia 10 stycznia 2012 r.

To już kolejny tydzień redakcja tygodnika PRAWO DROGOWE@NEWS publikuje dyskusję odnoszącą się do problemu dopuszczenia do egzaminów państwowych na prawo jazdy także pojazdów szkoleniowych – interpelacja posła Dariusza Piontkowskiego kwestionująca obowiązującą w kraju zasadę przeprowadzania egzaminów państwowych na prawo jazdy wyłącznie przy użyciu pojazdów wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego. Dyskusja jest nieco zbyt emocjonalna, w tych wypadkach użyliśmy prawa wykreślenia fragmentów obraźliwych itp. Wracając do meritum, chcielibyśmy zwrócić Państwa uwagę na fakt, iż wypowiedzi nie są tu jednoznaczne. Mamy także opinie instruktorów nauki jazdy, iż nie jest to dobry pomysł, albowiem nie jest łatwy do logistycznego rozwiązania itd. Polecamy lekturze poniższe wypowiedzi.

Czekamy na dalsze opinie, uzasadnienia wniosku poselskiego, pozwolą umocować i wyczerpująco uzasadnić ewentualne dalsze wnioski w sprawie. Apelujemy o wypowiedzi rzeczowe, o opis Waszych własnych doświadczeń, lub znanych z “waszego podwórka”, czekamy na wskazania pozytywnych rozwiązań w innych krajach itd. itp. Pytania skierujemy do konkretnych szkół jazdy, do ekspertów, ale także do wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego. I tu prosimy o sugestie. Na naszej stronie w najbliższych dniach znajdziecie też Państwo postulowaną zakładkę i tam znajdziecie pełną dokumentację tematu oraz wszelkich naszych wspólnych działań. Na stronie www.prawodrogowe.pl jest już sonda w tej sprawie - glosujcie.

Reakcja - tygodnik@prawodrogowe.pl

SB: Wiem, że tą wypowiedzią narażę się wielu kolegom, ale jestem przeciwny podstawianiu samochodu na egzamin państwowy, po pierwsze jest to duży kłopot logistyczny, mianowicie samochód musi być wyłączony na 2,3 godziny z pracy bo przecież nie wiadomo o której nasz kursant będzie zdawał egzamin. Druga sprawa kto zapłaci za utracony zarobek 3 x 50 zł = 150 zł + opłata za egzamin ok. 100 zł??? To jest ślepy zaułek i miałby racje bytu tylko wtedy gdyby egzaminator przyjeżdżał do ośrodka i egzaminował tam wcześniej przygotowaną grupę tak jak było kiedyś ale ,,to se nie wrati". Uważam, że powinna być równość podmiotów gospodarczych względem prawa, mianowicie jeśli ośrodek szkolenia kupuje samochody na wolnym rynku, tak samo powinien je kupować WORD jeśli już kupi to z pewnością nie zmieni ich w szybciej jak za 4-5 lat bo niestety rachunek ekonomiczny jest równy dla wszystkich równy. Kuriozum w naszym systemie prawnym jest zastosowanie dumpingu w dostarczaniu samochodów do WORD, gdzie są instytucje które zajmują się ściganiem takich praktyk??? przecież żadna inna instytucja państwowa nie otrzymuje samochodów prawie za darmo. Samochód który jest eksploatowany 5 lat w nauce jazdy uważam że powinien zarobić na siebie i na zakup nowego, i tu wracamy do ceny kursu i opłacalności szkolenia. Dopóki na rynku będą się pojawiały oferty za 700, 800 zł dopóty my instruktorzy będziemy sobie obgryzać paznokcie gdy staniemy przed decyzją zakupu samochodu. Pozdrawiam sfrustrowanych, zajrzyjcie do własnego sumienia i sprawdźcie jaką macie cenę za kurs.

JAN M.: Zdawałem egzamin na prawo jazdy jakiś czas temu. Wtedy instruktor siedział z przodu, egzaminator wygodnie z tyłu, kamer nie było. Egzamin odbywał się tym samochodem co szkolenie (Warszawą) I chyba niektórzy panowie z Ministerstwa też tak zdawali ten egzamin. A teraz wyszukują, prześcigają się w pomysłach: jak utrudnić zdanie egzaminu. Wydaje mi się, że czas znormalnieć. Zestresowany, biedny kursant siada do innego samochodu, z innym facetem, który go egzaminuje. Zaczyna egzamin na placu, nie wie jak tam się poruszać, sprzęgło łapie zupełnie w innym miejscu niż w samochodzie na kursie. Wszystko jest przeciw niemu. Trzeba być bardzo odpornym na takie stresujące sytuacje. Popieram możliwość zdawania samochodem OSK i z instruktorem. Jan

WOJTEK: Popieram inicjatywę! Wreszcie skończy się w WODR-ach ciągła wymiana niby zużytych samochodów. Sprzedają samochody, które mają po 30-35 tys. km, a to nie zużyte auto! W ośrodkach szkolenia kierowców te samochody robią po 200-300 tys. km i to często bez większych kłopotów!!! Pozdrawiam

RENATA B.: Bardzo doby pomysł, na egzamin z samochodem, w którym kursant szkolił się. Dużo mniejszy stres dla zdającego i egzaminatora. Dla mnie brak konieczności zakupu kolejnego samochodu. Same pozytywy, trzeba tylko pomyśleć o kamerze, ale po co?, gdy jechałby również instruktor z boku, jak za dawnych lat, który dziś przeprowadza również egzaminy wewnętrzne to chyba wie, że trzeba być obiektywnym. Moi kursanci potrafią takie wykręcać numery na egzaminach państwowych, przy których byłam o jakich mi się nie śniło podczas szkolenia. Skończyłyby się teksty typu "egzaminator czekał na mój błąd" bo złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy.

RYSZARD W.: Przyczyną niskiej zdawalności jest to że, egzaminator pracuje w WORD i jest zainteresowany żeby jego firma dobrze prosperowała, a będzie dobrze, jeżeli kursanci będą ciągle wracali na ponowne egzaminy .Czytałem gdzieś, że gdyby zdawalność była 60% wszystkie WORDY padną. I mitem jest OSK źle szkolą, bo dlaczego w Niemczech zdawalność jest 75% i jest tylko 14 jazd po 45 min. A może my Polacy jesteśmy debilami? Tu potrzebna jest rewolucja, a nie jakieś konsultacje z jakimiś przedstawicielami. Miliony młodych ludzi nie może zdać egzaminu na Prawo Jazdy bo gromada (...) na różnych szczeblach biurokracji czerpie z tego zyski.

ADAM: Porównujmy porównywalne. A Niemcy i Polska się jednak różnią.

1. Niemiec zna i przestrzega przepisów. Mało tego, większość przepisów nie zmieniła się tam od dawna.

2. Organizacja ruchu, budowa dróg, skrzyżowań w Niemczech i Polsce to dwa różne jednak światy.

3. Kultura zachowań na drodze.

4. Każdy od kogoś się uczy. Dziecko uczy się obserwując rodziców i bliskich. Czego nauczy się obserwując kierowców w obu krajach ? I można tak dalej.

ps.: Jeżeli kursanci są świetnie przygotowani i dobrze jeżdżą, a źli egzaminatorzy ich źle oceniają to przy nagrywaniu egzaminów byłaby ogromna ilość uzasadnionych skarg. Media tego nie podają. Ciekawe, nie?

EGZAMINATOR: pracuję w WORD i zapewniam cię, że nie interesują mnie wpływy do kasy ośrodka, interesuje mnie za to obiektywne ocenienie kandydata na kierowcę. Od pilnowania kasy są inni w ośrodku i oni muszą o to dbać a nie egzaminator. Jaki byłby ze mnie fachowiec gdybym na siłę wystawiał wyniki negatywne? Co do zdawalności. Jeżeli w Polsce nie zdaje egzaminu teoretycznego w obecnej durnej formie 30% kandydatów to dziwi cię tak niska zdawalność egz. praktycznego?

Przyczyna niskiej zdawalności jest to ze, egzaminator pracuje w WORD i jest zainteresowany żeby jego firma dobrze prosperowała, a będzie dobrze, jeżeli kursanci będą ciągle wracali na ponowne egzaminy .Czytałem gdzieś, że gdyby zdawalność była 60% wszystkie WORDY padną. I mitem jest OSK złe szkolą bo dlaczego w Niemczech - zdawalność jest 75% i jest tylko 14 jazd po 45 min. (fragment usunięty - red.).

AUTO TEST SZCZECIN:1. Urzędników z Ministerstwa Transportu (...) nawiedziła misja szukania wszędzie przestępstw i nieuczciwości. Dla nich każdy egzaminator i właściciel nauki jazdy to przestępca i krętacz. To, co Oni proponują jest chore. Znowu tworzy się ponad 300 etatów w powiatach i to nie wiadomo po co?

2. Całe życie myślałem, że do nauczania przez internet jest potrzebny dobry nauczyciel i komputer, a okazało się, że nieprzebny jest jeszcze autobus i ciężarówka.

3. Co potrafi urzędnik: 1. wymądrzać się, 2. tworzyć korupcyjne układy, 3. tworzyć setki dodatkowych etatów (parkinson),

4. niszczyć przyrodę żądając wielu ton nikomu niepotrzebnych papierów.

Wszyscy wiedzą, że najlepsi kierowcy to Niemcy, zastosujcie więc niemieckie przepisy i uczmy się od lepszych.

SB:Koszty dodatkowe samorządów poniesionych na obsługę osób chcących robić prawo jazdy byłyby bezsprzeczne, dodatkowe etaty, programy komputerowe, komputery, kamery, nagrywarki głosu bo przecież urzędnik podczas zapisu mógłby udzielać informacji do jakiego ośrodka ma się kandydat zgłosić więc z pewnością takie stanowisko byłoby mocno korupcjogenne i moim zdanie zamiast przynosić korzyści przynosiłoby szkodę, swoja droga zastanawiam się ile jeszcze ,,batów" ukręci państwo na tego biednego przyszłego kierowcę i kto tworzy i generuje takie pomysły. Uważam, że pomysłodawców należałoby ujawnić z imienia i nazwiska wtedy łatwiej byłoby z nim dyskutować.

INSTRUKTOR: Zmiana taboru jest bezsensowna, kosztowna, problematyczna i niestety często korupcyjna. Wymiana floty dla OSK, to bardzo duże obciążenie finansowe. Można przecież dokupić lub zmienić na młodszy rocznik ten sam samochód w razie zwiększenia awaryjności związaną z dużą eksploatacją. Środki finansowe przeznaczone na wymianę floty można zainwestować w inne rzeczy w celu poprawy jakości szkolenia. I jeszcze jedno, spójrzmy na to zagadnienie od strony kursanta, idzie tam gdzie jest tanio i gdzie szkolą na samochodzie, na którym będzie zdawał egzamin państwowy (smutne, że takie są kryteria wyboru OSK). Szanowni Państwo, koledzy instruktorzy i egzaminatorzy i czego to uczy???...