Niemieccy socjaldemokraci chcą ograniczyć dozwoloną prędkość na autostradach do 130 km na godzinę! Powód: globalne ocieplenie – donosi “Gazeta Wyborcza”. To najbardziej niespodziewana decyzja zakończonego właśnie zjazdu współrządzącej partii SPD, który odbył się w Hamburgu. Przeszła nieznaczną większością głosów, głównie lewego skrzydła. I to wbrew szefom partii. W Europie - pełnej nakazów i zakazów - tylko w Niemczech po autostradach można pruć tyle, ile wyciąga samochód. Urasta to do rangi symbolu, z którego Niemcy - mieszkańcy kraju, który produkuje naprawdę szybkie auta - są dumni. Ale eksperci SPD wyliczają, że jeśli samochody nie będą jeździć szybciej niż 130 km na godz., emisja dwutlenku węgla do atmosfery zmniejszy się co najmniej o 2,5 mln ton rocznie. Zmiana w przepisach zredukuje też zużycie paliwa. Zmniejszy się również liczba wypadków i ofiar śmiertelnych. Do większości wypadków w Niemczech dochodzi właśnie na autostradach. Co na ten pomysł rząd? - Nie za mojej kadencji - odpowiedziała natychmiast chadecka kanclerz Angela Merkel. Notabene, to ona 15 lat temu jako minister środowiska próbowała do podobnych pomysłów nakłonić kanclerza Helmuta Kohla. Pozostał jednak nieugięty. Dziś pani kanclerz argumentuje, że pomysł SPD nic nie zmieni. - Samochody stojące w korkach tak samo niszczą środowisko - mówi. Zamiast stawiać na autostradach ograniczenia prędkości, chce usprawniać niemiecki system drogowy i projektować bardziej ekologiczne silniki. Przeciw planom SPD są przedstawiciele niemieckiego automobilklubu i przemysłu samochodowego. Przedstawiają własne statystyki, z których wynika, że do większości wypadków dochodzi, gdy samochody jadą poniżej setki. Niezadowoleni są zresztą nawet niektórzy socjaldemokraci. Reprezentant tej partii minister środowiska Sigmar Gabriel przypomina, że Niemcy muszą ograniczyć emisję dwutlenku węgla aż o 270 mln ton i wolniej jadące po autostradach samochody niewiele tu pomogą.