Zmianę przepisów cykliści potraktowali jako całkowite przyzwolenie na łamanie prawa. Zawłaszczyli chodniki i piesi muszą im uciekać spod kół - alarmują nasi czytelnicy “Gazety Stołecznej”. Przypominamy – w dniu 21 maja br. weszła w życie nowela ustawy – Prawo o ruchu drogowym, tzw. ustawa rowerowa. Wprowadzone zmiany wywołują wiele kontrowersji. Emocje wzbudza m.in. przepis dopuszczający jazdę na rowerze po chodniku. Już wcześniej można to było robić, o ile na biegnącej obok jezdni kierowcy mogli jechać szybciej niż 50 km na godzinę, czyli np. wzdłuż Trasy Łazienkowskiej (dopuszczalna prędkość 70 km na godz.) czy w al. Sikorskiego (60 km/godz). Mogli także jeździć po chodniku z dzieckiem do lat 10. Teraz doszła jeszcze możliwość wjechania na trotuar w czasie niepogody. Oczywiście bezwzględne pierwszeństwo ma tam pieszy. Problem jednak w tym, że wielu kierowców nie przestrzega "pięćdziesiątki" i wielu rowerzystów boi się jeździć jezdnią. I wtedy - wbrew przepisom - wybierają chodnik. Zmianę przepisów cykliści potraktowali jako całkowite przyzwolenie na łamanie podstawowych zapisów kodeksu drogowego - oceniają czytelnicy.