Przegląd prasy

Bardzo trudny egzamin na taksówkarza

6 marca 2008

Właściciel jednego z ośrodków szkolących przyszłych taksówkarzy w Krakowie został wezwany na policję, bo urzędnicy uznali, że podejrzanie dużo jego kursantów zdaje egzamin. Aby zdać egzamin na taksówkarza w Krakowie, trzeba znać ponad trzy tysiące ulic, adresy hoteli i pensjonatów, kościołów i mało znanych stowarzyszeń. - Nie wystarczy znać trasy przejazdu ani wiedzieć, gdzie się znajduje najmniejsza uliczka na obrzeżach miasta. Trzeba też wskazać, gdzie się kończy i zaczyna. No i trzeba zrozumieć pytanie. Niektóre z nich są tak sformułowane, że nie wiadomo o co chodzi - skarżą się "Gazecie" zdający. Kursanci pytani są m.in. o to, gdzie się znajduje restauracja U Szkota, hotel Demel, Zwierzyniecki Salon Artystyczny, czy hotel System. Pojawiało się też pytanie o kościół, który nie istnieje od 1998 r. - Zdanie egzaminu za pierwszym razem graniczy z cudem, a za każdy następny trzeba wyłożyć 200 zł. Od początku roku testy odbywały się średnio dwa razy w miesiącu. Dla porównania w takich miastach jak Wrocław, Poznań, Gdańsk egzaminy są raz na miesiąc. - Wszystko jest zgodne z regulaminem. Egzamin jest wymagający, bo zależy nam na utrzymaniu wysokiego poziomu usług taksówkarskich - tłumaczy Wiesław Szanduła z wydziału ewidencji kierowców i pojazdów. Żeby mieć pewność, że kursanci samodzielnie rozwiązują testy, z początkiem 2007 r. krakowscy urzędnicy zdecydowali, że każdy, kto wchodzi na egzamin, będzie przeszukiwany wykrywaczem metalu. Kilka miesięcy później dyrektor wydziału ewidencji kierowców i pojazdów poprosił w piśmie policję o pomoc, bo podejrzewał, że część osób mimo wykrywacza wnosi niedozwolone pomoce. Z naszych informacji wynika, że urzędników zaniepokoiły m.in. dobre wyniki kursantów ośrodka MR prowadzonego przez Artura Górskiego. Zdarzało się, że w jednym terminie zdawało 70 proc. z nich. Kilka tygodni temu Górski został wezwany na policję. - Policjanci pytali mnie o metody, według których szkolę i ile godzin trwa szkolenie. Pytali też, czy zdarzało mi się porozumiewać w czasie egzaminu z kursantami. Czułem się tak, jakbym musiał się tłumaczyć z tego, że dobrze uczę - mówi Górski. Szanduła ze względu na toczące się śledztwo nie chce zdradzić, czy informował policję o szkole Górskiego. Przyznaje, że faktycznie miała ona wysoką zdawalność, ale chwilę potem dodaje, że jej wyniki obniżyły się, gdy wprowadzono dodatkowe zabezpieczenia na egzaminach. Górski ma ten temat własną teorię: - Urzędnicy po prostu mają dosyć krytyki z mojej strony. Na dowód pokazuje kolejne pisma, w których wytyka błędy w testach i nieprawidłowo sformułowane pytania. - Testy w Krakowie są na takim poziomie, że gdyby im poddać wszystkich czynnych taksówkarzy, to podejrzewam, że 90 proc. z nich mogłaby je oblać. To nie fair wobec osób, które dopiero startują w tym zawodzie - mówi Górski.