Czarny rynek błyskawicznych kursów zatacza coraz szersze kręgi. Po wózkach widłowych, przyszedł czas na kursy dokształcające dla zawodowych kierowców – informuje “Dziennik Łódzki”. Po artykule (opublikowanym w dzienniku) na temat szybkich kursów na wózki widłowe "Łatwo przejechać się na wózku widłowym", do redakcji zgłosił się były wykładowca. Postanowił odsłonić kulisy prowadzenia takich kursów. Do niedawna prowadził kursy dokształcające kierowców transportu drogowego w jednym z łódzkich stowarzyszeń. Zrezygnował, gdy zobaczył, że nie są one prowadzone według przepisów. - Stowarzyszenia zwęszyły, że można na tym zrobić niezły interes i od tego momentu rozpoczął się istny wyścig szczurów - opowiada nasz informator. - Kursy odbywają się bez żadnego nadzoru. Wykładowca opowiedział m.in. o szkoleniu, które odbyło się w Piotrkowie Trybunalskim, w jednej z tamtejszych autoszkół, a było prowadzone przez Łódzkie Stowarzyszenie Przewoźników Międzynarodowych i Spedytorów. - Na początku jeździło dwóch, trzech wykładowców, przez trzy dni zaliczano ponadtrzydziestogodzinny kurs, po pięć godzin dziennie. W tym procederze uczestniczyłem jako wykładowca - opowiada informator. - Później przerodziło to się w zajęcia prowadzone przez jedną osobę. Zamiast trzydziestu pięciu godzin kursu w pięć dni, robiony był on już w jeden, góra dwa dni. - Wszystkich brano hurtem na jedną salę, ja nawet nie widziałem listy obecności, kto chodził na te zajęcia. Nikt tego nie kontrolował. Kierowcy nie przychodzili na wykłady, a i tak dostawali zaliczenie - wyznaje były wykładowca. Był to również niezły zarobek. Za weekend, czyli dwa dni kursów, inkasował nawet do 3 tys. zł. Andrzej Majewski, prezes łódzkiego Stowarzyszenia Przewoźników Międzynarodowych i Spedytorów, nie ma sobie nic do zarzucenia. Zaprzecza, aby odbywały się tu tego typu praktyki. - Nie ma takiej możliwości, słyszałem o takich kursach, ale u nas na pewno nie ma miejsca na takie rzeczy. Z kolei Zbigniew Skowroński, dyrektor łódzkiego WORD, potwierdza doniesienia: - Nie chciałbym nikogo oskarżać, ale wiem, że wiele firm robi takie szybkie kursy. Taki kurs powinien trwać nie mniej niż siedem dni. Stowarzyszenie współpracujące z nauką jazdy zrobi kurs, powiedzmy, w dwa dni za mniejszą kwotę. Wydanie dyplomu po skróconym kursie to poświadczenie nieprawdy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Za to grozi nawet do 8 lat więzienia – przeczytaliśmy w “Dzienniku Łódzkim”.
Czarny rynek błyskawicznych kursów
4 maja 2008