Kierowcy jadący przez Kampinos nie zdejmują nogi z gazu. Efekt? Coraz więcej zwierząt zamiast na zielonej trawce leży w lodówce preparatorni – informuje stołeczna “Gazeta Wyborcza”. W Kampinoskim Parku Narodowym żyją setki małych i dużych zwierzaków; łosie, sprowadzone w latach 90., rysie, kuny, wiewiórki, przeróżne gatunki ptaków i płazów. Żadne z nich nie ma szans w zetknięciu z rozpędzonymi autami. - Ustawiliśmy specjalne prostokątne znaki z wizerunkiem łosia i apele o ostrożną jazdę, ale po remoncie drogi kierowcy jeżdżą jeszcze szybciej - mówi Jan Danyłow, asystent naukowy w parku. Chodzi o trasę z Leszna Błoni do Nowego Dworu Mazowieckiego. Dyrekcja nie ma żadnego wpływu na szarżujących kierowców, bo przecinające Park drogi są gminne i powiatowe. Szosę wyremontowano rok temu i pracownicy Parku szybko to odczuli. Nie ma tygodnia, żeby pod kołami samochodów nie zginęło kilka zwierząt. Są one bez szans, nad trasą nie ma bowiem kładek. Jednak zdaniem pracowników Parku nie są one potrzebne. Najważniejsza jest rozwaga kierowców. - Bo przez jej brak nie dalej jak wczoraj włożyłem do lodówki młodą sarnę - mówi Jan Danyłow i dodaje: - Giną też ptaki i tak duże zwierzęta jak rysie. Z tych ostatnich życie pod kołami aut straciło już bodaj pięć. Na razie nic nie wskazuje na to, żeby miał mniej pracy, choć dyrekcja Parku przewiduje zmiany. Na wszystkich planowanych nowych drogach prowadzących przez Kampinos zaprojektowano przejścia dla zwierząt.