Przegląd prasy

Przez ulicę na czerwonym świetle

24 listopada 2008

“Gazeta Wyborcza Olsztyn”: Kilkusetzłotowymi mandatami zostały ukarane dwie studentki, które przeszły przez ulicę na czerwonym świetle. - Tyle pieniędzy musi mi wystarczyć na przeżycie całego miesiąca - żali się jedna z dziewczyn. Policjanci uznali jednak, że kara finansowa lepiej zadziała niż upomnienie Dwudziestokilkuletnia Anna i jej koleżanka Katarzyna tuż po godz. 16 szły z os. Mleczne do Kortowa. Najpierw na zielonym świetle przeszły po pasach przez al. Warszawską przy starej pętli. Następnie na migającym zielonym sygnale weszły na przejście przez ul. Heweliusza. - Gdy schodziłyśmy z pasów, zapaliło się czerwone światło. Widziałam, że do Kortowa nie skręca żaden samochód i nie stwarzałyśmy żadnego zagrożenia na drodze - zapewnia Anna. - Na starą pętlę wjechał wtedy nieoznakowany radiowóz. Policjant poinformował nas, że mamy do wyboru dwie opcje: zgodzić się na wypisanie 250-złotowego mandatu, lub odmówić jego przyjęcia, a wtedy sprawę rozstrzygnie sąd. Studentki prosiły funkcjonariusza o litość. Liczyły, że skończy się na pouczeniu. - Mogłyśmy przejść przez ulicę kilkanaście metrów dalej, gdzie wszyscy chodzą, choć nie ma tam pasów i pewnie nie poniosłybyśmy wtedy żadnych konsekwencji. Jednak chciałyśmy zrobić to zgodnie z przepisami, a tylko przez nasze roztargnienie swoją podróż przez przejście zakończyłyśmy na czerwonym świetle - tłumaczy Katarzyna. - Nigdy w życiu nie dostałam mandatu. Upomnienie byłoby dla mnie wystarczającą nauczką. - Tłumaczyłam policjantowi, że moi rodzice są rolnikami, a 250 zł musi wystarczyć mi na przeżycie całego miesiąca. Nawet takie argumenty nie przekonały go. Czy policja rzeczywiście w każdej sytuacji musi być tak bezwzględna? - pyta Anna. - Co gorsze, nawet nie jestem pewna, czy popełniłyśmy wykroczenie, bo przecież weszłyśmy na przejście w momencie, gdy migało jeszcze zielone światło. Jedna z olsztyńskich policjantek nieoficjalnie przyznała nam, że funkcjonariusz sam może zadecydować, czy ukarze kogoś mandatem, czy tylko pouczy. - Przede wszystkim chodzi o ustalenie szkodliwości czynu. W tym wypadku widocznie nie uznał argumentów studentek. Policjant też jest przecież tylko człowiekiem - mówi. - Niestety, studentki przyjmując mandat, przyznały się do winy. I nie ma już od tego odwrotu. Mieczysław Wójcik, zastępca komendanta miejskiej policji w Olsztynie, nie chce oceniać zachowania funkcjonariusza, który wypisał mandat studentkom. - Nie mogę tego zrobić, bo nie było mnie wtedy na miejscu i nie wiem, czy kobiety nie stwarzały żadnego zagrożenia - mówi.
I tłumaczy, że w okresie jesienno-zimowym, zwłaszcza o zmroku, piesi są mało widoczni na drodze. - Dbanie o ich bezpieczeństwo jest naszym priorytetem. Na odprawach informujemy funkcjonariuszy, aby zwracali szczególną uwagę na takie wykroczenia - mówi. - Nie robimy tego bez powodu. Od początku roku na olsztyńskich drogach giną tylko piesi. Wśród ofiar śmiertelnych nie ma ani kierowców pojazdów, ani ich pasażerów.