Przegląd prasy

Różne opinie

6 kwietnia 2004

Zdziwiła mnie odpowiedź na zadane pytanie w ostatnim serwisie. To prawda, że od 1 maja br. podczas egzaminu państwowego na prawo jazdy ma być sprawdzana umiejętność awaryjnego hamowania. Pierwotny termin 1 lipca 2003 r. został przesunięty decyzją ministra infrastruktury rozporządzeniem z 13 czerwca 2003 r. (Dz.U. 03.110.1048). Również od 1 maja 2004 r. w ramach przygotowania się do jazdy, egzaminowani będą musieli sprzęgać oraz rozprzęgać przyczepy z pojazdem silnikowym. Te nowości dotyczą egzaminu, a nie nauczania na kursach na prawo jazdy określonej kategorii. Obowiązek nauczanie tych zagadnień istnieje od 1 stycznia 2002 r./ Dz.U.01.150.1681/. W procesie nauczania te elementy można realizować, a nawet trzeba, gorzej jest ze sprawdzaniem tego podczas egzaminu.

Ryszard Prawucki, egzaminator

Moim zdaniem dobry pomysł tylko jak go zrealizować to nie wiem, chyba na placu manewrowym, ale placu ma nie być. Więc jeżeli będziemy ćwiczyć ten manewr na drodze w normalnym ruchu drogowym to wcześniej lub później każdy z nas dostanie w tył samochodu i kto w tedy będzie odpowiadał za kolizję. Bo rozmowa z policją interweniującą będzie jedna winny jest ten który hamował bez uzasadnienia. A po za tym nie ma przepisu który by chronił , czy też pozwalał by nam popełniać drobne błędy podczas jazdy oczywiście chodzi mi tu o błędy kursanta bo w ten sposób najlepiej pokazać osobie szkolonej jak nie powinna robić. W ostatnim czasie zostałem razem z kursantką zatrzymany do kontroli policji tylko dla tego, że ktoś kto nas wcześniej wyprzedzał zatrzymał się koło radiowozu twierdząc że ELKA która jedzie za nim, jeździ po całej drodze. Policjant który nas zatrzymał nie bardzo chciał wierzyć w moje słowa, a wręcz stwierdził że jazdy powinno zacząć się na placu manewrowym i tam uczyć kursanta poruszać się samochodem prosto. Więc czy można nauczyć kogoś jazdy 5 km/h? Zostawię to bez komentarza. Dlatego oprócz przepisu który mówi że, WIDZĄC POJAZD OZNAKOWANY LITERĄ "L" ZACHOWAJ SZCZEGÓLNĄ OSTROŻNOŚĆ, nie mamy możliwości elastycznie traktować przepisy.

Adam Szala

Z uwagą, a i z niepokojem przeczytałem pierwszą wymianę poglądów na temat "nagłego hamowania", przewidzianego w zestawie prób tworzących nowy system egzaminowania kandydatów na kierowców pojazdów samochodowych. Do zajęcia się tym tematem skłania waga umiejętności, nazywanej potocznie "nagłym" lub "gwałtownym" hamowaniem, która to umiejętność decyduje w podstawowej mierze o powodzeniu w ruchu drogowym. Co do tego nikt chyba nie ma wątpliwości.

Natomiast wątpliwości powstają raczej na tle terminologicznym. Otóż "nagłe" lub "gwałtowne" hamowanie są tu słowami-wytrychami, zbudowanymi na podobieństwo niemieckiego "wieheister", co - jak wiadomo - powstało z połączenia słów: wie heist er. Widocznie autorzy pomysłu nie potrafili tego precyzyjniej określić. Trudno więc się dziwić instruktorowi z Ciechocinka, Adamowi Szali, który w ogóle ma wątpliwości, czy owe "nagłe hamowanie" można podczas procesu nauczania na ulicy uprawiać, ale zdaje się, że także nie rozumie, co ten termin w sobie kryje.

W tej kwestii reprezentuję następujący pogląd:

Za tym terminem-wytrychem kryją się co najmniej dwa pojęcia. Mianowicie "nagłe" trzeba rozumieć jako bezzwłoczne, szybkie zareagowanie na faktyczne lub umowne zjawisko w ruchu drogowym (lub poza drogą, podczas ćwiczeń), zareagowanie polegające na uruchomieniu hamulców i przystąpieniu do procesu hamowania. Owej "nagłości" lub szybkości nie da się ani wyćwiczyć w procesie nauczania, ani sprawdzić podczas egzaminu. Procesy psychiczne są bowiem sprawami osobniczymi i zależą od struktury psychicznej konkretnego osobnika. Ową "nagłość" lub szybkość można w pewnej tylko cząstce wyćwiczyć. To znaczy, ćwicząc wielokrotnie (nie tylko na naturalnym samochodzie) czynność hamowania doprowadzić ją do takiej perfekcji, że przenoszenie stopy na pedał hamulca roboczego, likwidacja skoku jałowego i narastanie siły hamowania będzie się odbywało niejako automatycznie (prawie bez udziału świadomości). Zatem czas reakcji motorycznej (nie psychicznej) kierowcy i czas narastania opóźnienia hamowania można nieco skrócić, a więc uzyskać w jakimś stopniu "nagłość".

Drugie pojęcie, które zdaje się autorzy pomysłu chcą sztucznie przypisać "nagłości" jest wielkość siły (intensywność) hamowania. Chcą pod "nagłość" podciągnąć maksymalnie wielką, lecz dopuszczalną siłę hamowania. Oczywiście dozowanie siły hamowania można wyćwiczyć i należy to bezwzględnie czynić w procesie nauczania kandydata na kierowcę. Można to ćwiczyć także na drodze publicznej, jeśli zostanie zachowany kardynalny warunek - nie narażenia kogokolwiek na niebezpieczeństwo, ani nie zakłócenia porządku ruchu. W podstawowym wymiarze należy to jednak czynić poza drogą publiczną. Zjawisku temu należy raczej przypisać termin "intensywność", a nie "nagłość".

A w ogóle jestem zwolennikiem czystości i jednoznaczności pojęć, także stosowanych w procesie nauczania i egzaminowania kandydatów na kierowców zwłaszcza, że są to sprawy dostatecznie jasno opisane w nauce zwanej dydaktyką.

Jan Zasel

Nasza firma jest już od dawna przygotowana do przeprowadzania egzaminów wewnętrznych jak również do większej ilości godzin. Już ponad rok temu wprowadziliśmy jako jedną z opcji kurs w którym mieliśmy 35 godzin jazd i muszę powiedzieć, że cieszył się on dużym zainteresowaniem. A powracając do egzaminu wewnętrznego. Nasza firma zajmuje się już od kilku lat szkoleniem kandydatów na instruktorów nauki jazdy gdzie egzamin wewnętrzny jest obowiązkowy.Tak więc przeniesienie wewnętrznego na kursy prawa jazdy jest dla nas bardzo proste. Zresztą egzamin wewnętrzny wprowadziliśmy na kursach kat A, C, D już 2 lata temu. Na kursie dla kierowców zmodyfikowałbym tylko to ażeby kursanci przed dopuszczeniem do zajęć praktycznych również musieli znać prawo o ruchu drogowym i rozwiązać test. To zmusiłoby ich do nauki. Sam test pod koniec zajęć jest nie wystarczający.

Uważam, że pomysł hamowania gwałtownego na drogach publicznych jest złym pomysłem. Brakuje przecież dokładnych kryteriów takiego hamowania a w efekcie czego brakuje skali oceny co daje pole popisu egzaminatorom. Bo kiedy egzaminator uzna manewr za prawidłowo wykonany? W jakiej sytuacji? Droga publiczna nie jest miejscem do treningu tak ekstremalnych manewrów! I bez tego hamowania mamy dużo najechań na tył. Moim zdaniem tego typu elementy powinny być trenowane ale nie na drogach publicznych lecz na placu, dużym placu,  wyłączonym z ruch. I tu pojawia się kolejny problem. Większość WORD-ów nie jest do tego przygotowana nie mając odpowiedniej infrastruktury. Kolejny aspekt. Takie hamowanie jest na dłuższą metę jest szkodliwe dla pojazdu. Podnosi i tak wysokie koszty eksploatacji.

Mały komentarz do cen minimalnych. Moja firma nie narzeka na brak kursantów ale szlak mnie trafia jak widzę firmy szkolące za 400 zł. Tłumaczenie, że ustalenie ceny minimalnej jest nie konstytucyjne, jest wysoko nie na miejscu. Kursy na prawo jazdy to nie bułeczka z piekarni, w której im więcej bułek sprzedają tym więcej zarabiają. Nam Ośrodkom ta krzywa zysku nie rośnie tak szybko. My szkolimy ludzi. Ludzi, którzy mają jeździć bezpiecznie po drogach. Cena minimalna jest możliwa skoro jest możliwe ustalenie tak wysokiej opłaty za egzamin (74 zł za egzamin praktyczny kat-B). Z przyjemnością chciałbym mieć tak wysoką cenę jazdy dodatkowej.

Maciej Kulka

Mam następujące pytanie: Dlaczego nie ma szkoleń instruktorów w związku z nadchodzącymi zmianami. Kto? i czy powinien się tym zajmować? Zdaniem instruktorów WORD-y w małym stopniu się tym interesują. A tak naprawdę to dzięki instruktorom egzystują, a może ktoś z wydziału komunikacji ! Bo to chyba nie tak powinno być i może ktoś to powinien to w końcu ustalić. Naszym (piszę w imieniu kilkunastu inst.) to również takie szkolenia mają duży wpływ na poziom szkolenia może ktoś z tych "PANÓW" coś by zrobił w tym kierunku.

Z poważaniem.

W dniu 18 marca 2004 r. w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Opolu odbyło się spotkanie z kierownikami szkół i ośrodków szkolenia kandydatów na kierowców i kierowców. W spotkaniu uczestniczyło 75 przedstawicieli ośrodków szkolących. Omówiono zmiany obowiązujące w systemie szkolenia od 1 kwietnia 2004 r. oraz egzaminowania od 1 maja br. w zakresie kat. C+E. Zaproponowano włączenie się szkół i ośrodków szkolenia do programu IV tygodnia BRD "Szacunek to bezpieczeństwo"  oraz  przygotowano konspekt do przeprowadzenia wykładów na temat " jazdy agresywnej i defensywnej".   Z-ca Dyr. WORD Opole W. Twardoń

W szkoleniu takim uczestniczę od kilkudziesięciu lat i przeżyłem szereg różnych unormowań prawnych przy czym system ten z ostatnich lat moim zdaniem był najgorszy. Kto widział tylko 10 godzin obowiązkowego szkolenia, toż to w tym czasie nie dało się nawet porządnie omówić znaków drogowych a gdzie technika jazdy, gdzie chociaż cząstka materiału z budowy mająca wpływ na bezpieczeństwo jazdy, itp. Ale zostawmy "stare" przepisy które produkowały "kalekich" kierowców szczególnie w niektórych szkołach jazdy. Nowym mającym obowiązywać od 1 kwietnia przepisom o zwiększonej ilości godzin i wprowadzeniu egzaminów wewnętrznych, można jedynie przyklasnąć, ale : 1. Moim zdaniem każdy z kandydatów do uzyskania  prawa jazdy winien obowiązkowo przed tym przejść obowiązkowe szkolenie medyczne np. 8-godzinne w zakresie udzielania pierwszej pomocy ofiarom wypadków drogowych w specjalistycznych wyposażonych w odpowiednie pomoce naukowe ośrodkach. Tam kandydat mógłby otrzymać  również zaświadczenie lekarskie o przydatności do zawodu kierowcy i badanie psychologiczne. 2. Nie wyobrażam sobie wyegzekwowania egzaminów wewnętrznych szczególnie w niektórych ośrodkach szkolenia prywatnych. Szkolący ośrodek i osoba szkolona są zainteresowani szybkim i tanim ukończeniem kursu co z kolei stwarza dużą konkurencję dla ośrodków szkolenia np. LOK, ZDZ w których egzekwuje się tego rodzaju przepisy. W związku z powyższym nasuwa się postulowana przez niektórych propozycja,  wprowadzenia minimalnych opłat za kurs (ja wiem, że przeczy to wolnemu rynkowi), wówczas szkolący się byłby zainteresowany w egzekwowaniu całego zakresu programowego szkolenia. 3. Dlaczego zrezygnowano w Ośrodkach Egzaminowania z oceny instruktorów co wymuszało jakość szkolenia kierowców. 4. Dlaczego w stanowionym prawie nie wyodrębniono : wykładowcy i instruktora jazdy. Wielu starszych wykładowców o dużym doświadczeniu chce przekazywać wiedze kursantom a nie chce prowadzić nauki jazdy np. ze względów zdrowotnych.

Kazimierz Kaspera
Źródło pocz