W Nagłowicach gmina chce zbudować metrowej szerokości chodnik (szerszy wymagałby rozbiórki ogrodzeń posesji). Ale drogowcy wymagają, aby miał przepisowe półtora metra. - Tłumy tam nie chodzą, metr w zupełności wystarczy - twierdzi wójt Frejowska. ŚZDW, do którego zwróciła się o zgodę na ułożenie chodnika, jest jednak innego zdania. - Generalnie chodnik przy jezdni powinien mieć dwa metry szerokości, a jeśli jest za rowem, to półtora metra. Metrowy chodnik jest niedopuszczalny przepisami - podkreśla Dariusz Wróbel, zastępca dyrektora ŚZDW. Wyjaśnia, że półtorametrowe minimum jest wymagane, bo na jedną osobę przypada 75 cm, aby mogły iść obok siebie lub się wyminąć. Czy jednak nie lepiej, aby w Nagłowicach był chodnik metrowy, niż nie było go wcale? Na takie pytanie wicedyrektor nie chce wprost odpowiedzieć. - Nas obowiązują przepisy, Dziennik Ustaw nr 43 - wymienia. Twierdzi też, że zna sytuację w Nagłowicach i jest tam wystarczająco miejsca na półtorametrowy chodnik. - Pas drogowy ma tam 4-5 metrów od krawędzi jezdni, jest tylko kwestia, czy rów, czy ogrodzenie przesunąć - mówi Wróbel. - Żeby zrobić, jak sobie życzą, musi być cała inwestycja, z dokumentacją, decyzjami środowiskowymi. Z 300 tysięcy musielibyśmy wydać. A my mamy trochę płyt, piasek i bezrobotnych, dziesięć razy taniej byśmy ułożyli - twierdzi wójt Frejowska. I dziwi się podejściu ŚZDW do tej sprawy. - Przepis jest ważniejszy niż bezpieczeństwo ludzi. Skutek jest taki, że ludzie chodzić będą poboczem. A tą drogą jeżdżą ciężkie samochody, sam pęd powietrza może wciągnąć pod koła. Czy w ŚZDW zaboli kogoś, jak ktoś zginie? - pyta wójt Frejowska.