Większość rzeszowskich dróg miejskich ma wg kierowców jeden główny mankament. Usiane są studzienkami kanalizacyjnymi, które są zmorą kierowców. W niektórych miejscach na kilku metrach kwadratowych jest po kilka studzienek. Jeżeli to możliwe trzeba je omijać, albowiem często po kilku miesiącach użytkowania, asfalt wokół studzienek i one same po prostu się zapadają - informuje “Gazeta pl Rzeszów”. Zapadające się studzienki to problem także pracowników Miejskiego Zarządu Dróg. - Tam gdzie powstaje nowa droga to wszelkie studzienki staramy się umieszczać poza pasem jezdni, na drogach remontowanych jest z tym duży problem - wyjaśnia Piotr Magdoń, dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg. - Nie możemy na starych drogach z gęstą infrastrukturą budowaną przed dziesiątkami lat zmienić biegu studzienek. I to nie tylko z powodu potężnych kosztów. Większym problemem są sprawy własnościowe. To gehenna - mówi Piotr Magdoń i wyjaśnia, że jak nawet powstanie pomysł przenoszenia studzienek to w wielu miejscach nie ma innej możliwości jak umieszczenie ich poza pasem drogowy, na terenach należących często do prywatnych właścicieli. - I tu pojawia się problem bo wystarczy, że jedna osoba nie wyrazi na to zgody i cała nasza praca idzie na marne. A właśnie na starych drogach problem jest najbardziej dolegliwy. Asfalt pomimo remontów się zapada bo natężenie ruchu jest w mieście ogromne. Potem przychodzi woda, mróz i kłopot gotowy - tłumaczy Magdoń.