(Fot.: PD@N 383-39)
W Białymstoku w II półroczu 2010 r. na pierwszym miejscu w rankingu zdawalności znalazła się Szkoła Nauki Jazdy “Mustang”.– To zasługa całego zespołu – cieszy się Iwona Mroczkowska, właścicielka Mustanga. – Wielką frajdę sprawia mi, jak widzę za kierownicą byłych kursantów. Bo nie sztuką jest przygotować do egzaminu kogoś, kto potem będzie bał się wsiąść do samochodu. Tomasz Nahajowski, właściciel szkoły Cztery Kółka, uważa, że aby osiągać dobre wyniki, potrzebny jest profesjonalizm instruktora. – Trzeba do każdego podchodzić inaczej. Jeżeli kursant robi błąd, należy mu od razu go wytknąć, by potem nie miał złych nawyków – wyjaśnia Nahajowski. – Ale nie można pracować tylko dla statystyk. Jak prowadzi się firmę, to istotne jest, aby szanować klienta.
W II półroczu ub.r. do egzaminów praktycznych w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Białymstoku przystąpili kursanci z aż 58 białostockich ośrodków szkolenia kierowców. Tak duża konkurencja na rynku jest przyczyną obniżania cen przez szkoły. Za kurs trzeba zapłacić od około 890 do 1200 zł. Czasem znaleźć można jeszcze tańszy. Koszt nie jest jednak jedynym kryterium. Według Andrzeja Surala, prezesa Społecznego Stowarzyszenia Szkolenia Kierowców w Białymstoku, statystyki zdawalności warto brać pod uwagę, ale nie można kierować się tylko nimi. – Jeżeli ktoś przeszkolił dwie osoby i one zdały za pierwszym razem, to będzie 100 procent – podkreśla. – Ale jeśli te dwie osoby będą podchodzić do egzaminu sześć razy, to szkoła będzie miała bardzo zły wynik. Ekspert dodaje, że wybór najtańszego ośrodka może się nie opłacać. – Przecież samochody nie są na wodę – mówi. – Jeśli ktoś proponuje wyjątkowo niskie ceny, to jasne, że nie zrealizuje całego programu szkolenia, bo mu nie wystarczy pieniędzy.