Uwaga na meleksy pędzące po centrum Krakowa! Jeden z nich, wioząc kilku podchmielonych Brytyjczyków, omal nie rozjechał przechodzącej kobiety, by po chwili rozbić się pod hotelem Kampanile – apeluje “Gazeta Wyborcza - Kraków”. Od cudzoziemców czuć było alkohol. Ktoś próbował wezwać policję, ale zaraz przyjechał drugi meleks. - Zebrali uszkodzone fragmenty i szybko odjechali - opowiada świadek zdarzenia. Wcześniej jednak zdołała od kierowcy wydobyć nazwę firmy przewozowej, do której miał należeć pojazd. Próżno jednak szukać jej w internecie. W wydziale spraw administracyjnych UMK potwierdzono nam, że taka firma nie ma zezwolenia na wjazd na Rynek. Przedstawiciele dużych firm świadczących przewozy meleksami w Rynku zapewniają, że przestrzegają narzuconego przez władze miasta ograniczenia prędkości dla tych pojazdów do 10 km/h. - Straż miejska co chwilę nas kontroluje, więc nikt by sobie nie pozwolił na szybką jazdę - zapewnia Mariusz Krawczyk z firmy Krak-Tour, oferującej zwiedzanie Krakowa meleksem. Ale o szarżujących elektrycznych wózkach opowiadają także odwiedzający inne rejony Krakowa. - Kilka razy musiałam się wręcz przyklejać do ściany, by nie zostać rozjechaną przez meleksa wiozącego Anglików - opowiada mieszkanka Kazimierza. Kierowcy meleksów przyznają, że jest kilka firm, które nie mają zezwolenia na wjazd na Rynek, ale wożą ludzi bocznymi uliczkami, pokazując niby atrakcje miasta. - Do niedawna jeszcze w szybkiej jeździe po centrum Krakowa gustowali 18-, 19-latkowie z Norwegii. Rajcowała ich głośna muzyka i ostra jazda. Na szczęście trochę ich ostatnio mniej - mówi kierowca jednej z firm mających zgodę na postój na Rynku. Teraz palmę pierwszeństwa przejmują inne nacje. W sierpniu policja poszukiwała kilku przybyszy z Wysp, którzy... odpięli meleksa i sami urządzili sobie ostrą przejażdżkę po centrum miasta. Strażnicy miejscy mówią, że oficjalnie nikt nie zgłasza im przypadków szybkiej jazdy. Jeśli nikt nie ucierpiał, zazwyczaj kończy się na rzuceniu kilku ostrych słów przez pieszego. - Nie oznacza to jednak, że problemu nie ma - podkreśla Marta Cieśla, rzecznik krakowskiej straży miejskiej. Małgorzata Woźniak z krakowskiego magistratu zaznacza tymczasem, że wobec firm, których kierowcy zostaną przyłapani na przekraczaniu prędkości, urzędnicy mogą wyciągnąć surowe konsekwencje. - Możemy nie przedłużyć zezwolenia na wjazd i postój, a nawet wygasić już przyznane.