W Piasecznie k/Warszawy doszło do niecodziennego wypadku. - Nowy manewr parkowania wprowadzono? - pytał z rozbawieniem jeden z przechodniów, widząc samochód z “L” stojący na dachu, na środku skrzyżowania. Oto relacja “Kuriera Południowego” - samochód z “L” na dachu jechał prosto środkowym pasem ulicą Wojska Polskiego zamierzając przeciąć skrzyżowanie. Przed toyotą, prawym pasem - dla skręcających w prawo jechało bmw. Kobieta prowadząca auto zdecydowała się jednak pojechać prosto, prawdopodobnie lekko zajeżdżając drogę “nauce jazdy”. Toyota uderzyła w drzwi bmw, a przerażona kursantka chcąc rozpaczliwie ominąć niespodziewaną przeszkodą musiała mocno skręcić koła. - Najpierw toyota przewróciła się na bok i myślałem, że na tym się skończy - mówi świadek wypadku. - Jednak autem porządnie bujnęło i przewrócił się na dach. Samochód zdążył jeszcze zawadzić o przejeżdżającego forda. Groźnie wyglądająca kraksa zakończyła się tylko na uszkodzonych autach i wojnie nerwów. - Nie uderzyłam w pana, to pan we mnie wjechał - broniła się kobieta prowadząca bmw. - A z którego pasa pani jechała prosto? - odpierał instruktor jazdy. - Musiał pan za szybko jechać - nie poddawała się kobieta. - Tak, z prędkością 200 km na godzinę wpadliśmy na to skrzyżowanie - ironizował mężczyzna. - To skrzyżowanie jest fatalnie rozwiązane, a organizacja ruchu zmienia się co miesiąc - skwitował jeden z kierowców. - Kiedyś skręcający, jadący ul. Wojska Polskiego prawym pasem, mogli skręcać w prawo albo jechać prosto. Później to zmienili, ale ludzie i tak często tak jadą z przyzwyczajenia. - Tym bardziej, że w słoneczny dzień na jezdni wciąż widać ślad po strzałce zezwalającej na jazdę prosto, którą niby starli - zauważył ktoś z przechodniów.
(246-23)
Redakcja poprosiła doświadczonego szefa ośrodka szkolenia o skomentowanie zajścia.
Komentarz. Uważam, że instruktor niewiele mógł zrobić i przeciwdziałać reakcji kursantki, która wykonała gwałtowny manewr, ten z kolei przyczynił się do wywrócenia pojazdu na bok! Podczas szkolenia, przy pierwszych próbach sił (dotyczy to pierwszych trzech jazd) wręcz proszę kursantów, aby nie wykonywali żadnych gwałtownych ruchów za kierownicą. Tłumaczę im, iż ja odpowiadam przez najbliższe godziny za bezpieczeństwo i nagłe sytuacje, które pojawiają się na drodze, jednocześnie uczulam też, aby i oni za wszelkie nagłe hamowanie czuli się odpowiedzialni osobiście. W większości przypadków jest to realne, niekiedy jednak - niemożliwe. Osoba, bardzo emocjonalnie podchodząca do praktyki nie radzi sobie i w najbardziej nieoczekiwanym momencie wykonuje bezsensowny ruch kierownicą (np. w celu ominięcia przeszkody w postaci "dziury" w jezdni), zajeżdżając tym samym drogę innemu kierującemu, jadącemu prawidłowo swoim pasem ruchu. Uważam, że kobieta, która doprowadziła do zdarzenia drogowego w postaci kolizji drogowej wykonała nieoczekiwany manewr, który kierowcy posiadającemu już większe doświadczenie nie sprawia większego problemu i skończyłby się na ostrzeżeniu, tym razem zakończył się w nieco mniej przyjemny sposób. Uważam, ze osoba szkolona wykonała prawidłowy manewr ominięcia pojazdu jednakże na brak doświadczenia wykonała go zbyt gwałtownie doprowadzając do wywrócenia się pojazdu na bok w konsekwencji na dach. Pyta Pani jak trudne i niebezpieczne wykonujemy zajęcie, odpowiadam bardzo trudne i odpowiedzialne, ale rekompensują ją sami kursanci jadąc własnym autkiem przejeżdżając tuż obok "eleczki” trąbiąc i machając. Z pozdrowieniami Marcin