Ekspert wyjaśnia

Czytelnik prosi o radę (2)

19 września 2010

Poniżej prośba o radę naszego Czytelnika oraz pierwsze dnie podpowiedzi, o wypowiedź poprosimy także biegłego.Czekamy na Państwa rady - news@prawodrogowe.pl

Pytanie: Witam, chciałbym opisać zdarzenie, którego stałem się ofiarą i uzyskać od państwa opinię i radę co mogę zrobić w zaistniałej sytuacji. Dnia 18. listopada ubiegłego roku, w godzinach nocnych na mój zaparkowany na chodniku samochód przewrócił się znak drogowy wraz z metalowym słupkiem, na którym był zamontowany. Uszkodzona została karoseria oraz wybita tylna szyba. Słupek tego znaku (zakaz postoju i zatrzymywania z tabliczka "nie dotyczy chodnika") u samej podstawy, na wysokości podłoża nosił ślady mocnego skorodowania na prawie całym obwodzie. Wezwałem policję w celu spisania notatki o zaistniałym zdarzeniu i w tej notatce jest zaznaczone ze samochód zaparkowany był prawidłowo, a słupek nosił ślady korozji. Za radą policjanta zrobiłem zdjęcia z miejsca zdarzenia i cale szczęście, bo nie zjawił się nikt z krakowskiego ZIKiT (Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu), natomiast szybko pojawiła się brygada w celu wymiany złamanego słupka. W ZIKiT złożyłem wymagane dokumenty wraz ze zdjęciami z miejsca zdarzenia i 4 stycznia br. otrzymałem pismo, że sprawa została przekazana do ubezpieczyciela TUiR "Warta" i tam mam załatwiać wszelką dalszą korespondencję. Dodam, że wcześniej już dostarczyłem do TUiR "Warta" wszelkie wymagane dokumenty wraz ze zdjęciami. W dniu 3 grudnia 2009 r. dokonano oględzin mojego samochodu. Rzeczoznawca TUiR "Warta" wycenił szkodę na kwotę 3327,56 zł. I tu nastąpił impas w całej sprawie. Dnia 26 marca 2010 TUiR "Warta" wystosowało do mnie pismo informujące mnie o odmowie uznania szkody, z uzasadnieniem, że samochód był zaparkowany w miejscu niedozwolonym, określonym znakiem B-36 oraz ze słupek nosi ślady zagniecenia, co spowodował inny parkujący samochód i doprowadził do złamania słupka. Owszem, słupek nosi ślady zagniecenia, na wysokości 10 cm!!! od podłoża oraz na części poniżej podłoża, umieszczonej w chodniku, a to świadczy tylko o tym, że taki juz został zamontowany (widoczne na zdjęciach). Nadmieniam ze przez cały czas mojego parkowania za znakiem, przed znakiem stal zaparkowany samochód mojego sąsiada i nie był on w stanie uszkodzić znaku, pomijając wysokość uszkodzenia. W kwietniu br. odwołałem się od powyższej decyzji i złożyłem stosowne pismo tak w ZIKiT jak i TUiR "Warta". Do dnia dzisiejszego nie otrzymałem żadnej odpowiedzi, telefonicznie udało mi się dowiedzieć, że administrator znaków drogowych (tj. ZIKiT) nadal podtrzymuje swoje stanowisko o braku odpowiedzialności z ich strony. Na moją osobistą wizytę i prośbę o odpowiedź na piśmie, inspektor prowadzący moją sprawę oświadczył, że ich korespondencja z ubezpieczycielem jest tajna i nie ma obowiązku zapoznawać mnie z nią oraz, że na podstawie Kodeksu Cywilnego, zwolniony jest z obowiązku odpowiadania mi na piśmie. Czy jako strona nie mam prawa znać treści pism wymienianych w mojej sprawie??? Czy, aby instytucja, do której pisemnie się zwracam nie ma obowiązku w terminie 30 dni odpowiedzieć mi na piśmie? Nie wiem, co mam dalej robić, bo nie mając pisemnej odpowiedzi (odmowy) nie mogę nawet założyć sprawy w sądzie, a jestem przekonany, że do takiego rozwiązania kwalifikuje się ona. Od kwietnia br. czekam, jak długo jeszcze? Udało mi się zainteresować sprawą redakcję "Faktu" i publikacja na ten temat ukaże się na jego lamach. Nie wiem tylko, czy to cokolwiek zmieni w mojej sprawie. Proszę uprzejmie o poradę, czy jestem całkowicie bez praw we wspomnianej sytuacji? Czy znaczne skorodowanie słupka znaku drogowego, najmniej 50% jego obwodu, co bezpośrednio - w moim przekonaniu - było powodem jego złamania (pomijając udział osób trzecich lub warunków atmosferycznych (w postaci np. wiatru) jest tutaj bez znaczenia? A gdyby wspomniany znak przewrócił się na idącą matkę z dzieckiem lub innego przechodnia to...? Pozdrawiam Martin S.

bc2ed4575c8b763d0c8ae22b78a7ca4e95e044e18aabd9422279d7c3774e5b596f15884f691f6793

(Fot.: PD@N 256-26/27)

Odpowiedź T.M.: Witam, ja zrobiłbym tak:

1.Adwokat;

2 Sprawa do sądu (opinie rzeczoznawców - motoryzacyjnych, budowlanych itp.).

Myślę że adwokat znajdzie jakiś przepis np. za uchylanie, niedotrzymanie terminów itd., albo giełda, internet - kupić sobie klapę z szybą za jakieś 200 - 300 zł w tym samym kolorze i problem z głowy, ale wtedy zarządca i ubezpieczyciel są moralnym wygranym w sprawie. Decyzja należy do poszkodowanego

Odpowiedź Jacek N.: Miałem podobny przypadek. Podjechałem pod budynek Sądu. Oderwał się kawałek gzymsu w efekcie pokrywa silnika i szyba. Sąd, który jest właścicielem budynku wskazał ubezpieczyciela. Oszacowałem straty i odmowa wypłaty odszkodowania. Sąd był od wszystkiego ubezpieczony - pożary, powódź, kradzież, ale nie od wyrządzenia szkody z tytułu posiadania nieruchomości. Co pozostało? Wezwałem Sąd do zapłaty. Dyrektor Administracyjny powiedział coś o kaktusie, ale ja miałem pieniądze w 5 dni na koncie. Moja rada wezwać nie ubezpieczalnie a Zarząd Dróg Miejskich do wypłaty odszkodowania. Za szkodę odpowiada właściciel. Jeżeli nie to pozew do sadu. Z dobrymi odsetkami