17 stycznia 2026 roku złożyłem do Ministerstwa Infrastruktury petycję dotyczącą zmiany treści rozporządzenia w sprawie egzaminowania osób ubiegających się o uprawnienia do kierowania pojazdami. Chodziło o jedno konkretne słowo „płynna" w wymogach zadania egzaminacyjnego polegającego na jeździe pasem ruchu do przodu i do tyłu dla kategorii AM, B1 i B. Postulowałem usunięcie tego wymogu, ponieważ w praktyce uniemożliwia on kandydatowi zatrzymanie pojazdu w trakcie wykonywania manewru, nawet jeśli zatrzymanie to wynika z prawidłowej oceny sytuacji i chęci uniknięcia błędu.
Odpowiedź Ministerstwa Infrastruktury. Odpowiedź z Departamentu Transportu Drogowego, podpisana przez Zastępcę Dyrektora Joannę Czartowską, przyszła 19 lutego 2026 roku. Petycja została rozpatrzona negatywnie, co samo w sobie nie jest zaskoczeniem - do takich rozstrzygnięć zdążyłem się już przyzwyczaić. Zaskakująca jest natomiast argumentacja, a dokładniej jej niespójność z tym, o co faktycznie wniosłem. Petycja o egzaminowaniu, a odpowiedź opiera się na szkoleniu.
Kluczowy problem z odpowiedzią ministerstwa polega na tym, że moja petycja dotyczyła jednoznacznie kryterium oceny zadania egzaminacyjnego - czyli tego, jak egzaminator ocenia wykonanie zadania przez kandydata na kierowcę. Tymczasem odpowiedź DTD rozpoczyna się od odwołania do „szczegółowego programu szkolenia praktycznego na placu manewrowym", w ramach którego kształci się umiejętność „płynnego ruszania" i „płynnej jazdy". Ministerstwo pisze o tym, że wyuczenie nawyku płynnej jazdy ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa, i tu trudno się nie zgodzić, bo nikt rozsądny nie twierdzi, że kierowca powinien jeździć szarpiąc i niepewnie. Problem w tym, że to odpowiedź niespójna z postulatem petycji. Nie kwestionowałem sensu uczenia płynnej jazdy podczas szkolenia. Kwestionowałem karanie kandydata na egzaminie za zatrzymanie pojazdu w sytuacji, gdy to zatrzymanie świadczy o prawidłowej ocenie sytuacji - na przykład wtedy, gdy kandydat zauważa, że za chwilę uderzy w pachołek lub najedzie kołem na linię i decyduje się skorygować tor jazdy zamiast kontynuować błędny manewr. To fundamentalna różnica!
Szkolenie ma kształtować umiejętności i nawyki, egzamin ma je weryfikować. Jeśli kandydat podczas egzaminu zatrzymuje pojazd, żeby nie popełnić poważniejszego błędu, to demonstruje umiejętność oceny sytuacji, panowania nad pojazdem i podejmowania właściwych decyzji. Tymczasem obecne przepisy traktują takie zachowanie jako błąd, co jest paradoksem, na który zwracałem uwagę w uzasadnieniu petycji.
Odpowiedź ministerstwa zawiera również dość zaskakujący fragment o mechanizmach psychologicznych. DTD twierdzi, że brak umiejętności płynnej jazdy „może powodować niepewność, szarpanie lub nagłe hamowanie i być istotną przyczyną agresji drogowej, zarówno u osoby kierującej pojazdem, jak i innych uczestników ruchu drogowego" i że jest to „klasyczny psychologiczny mechanizm obronny, gdzie strach i stres zamieniają się w złość”. Pomijając to, że ten argument dotyczy zachowań w ruchu drogowym, a nie kontrolowanego manewru na zamkniętym placu manewrowym, warto zauważyć wewnętrzną sprzeczność tego rozumowania. Jeśli ministerstwo faktycznie obawia się, że niepewność kierowcy prowadzi do agresji, to dlaczego jednocześnie penalizuje zachowanie polegające na spokojnym zatrzymaniu pojazdu w celu oceny sytuacji? Kandydat, który zatrzymuje się i koryguje tor jazdy, demonstruje przecież dokładnie ten spokój i opanowanie, którego brak (zdaniem ministerstwa) prowadzi do agresji. Karanie go za to jest niespójne.
Co dalej z placem manewrowym? Odpowiedź DTD a deklaracje wiceministra. Odpowiedź na moją petycję nabiera dodatkowego znaczenia w kontekście deklaracji wiceministra Stanisława Bukowca, złożonej w odpowiedzi na interpelację poselską Bartłomieja Pejo. Wiceminister napisał w niej wprost, że Ministerstwo Infrastruktury, implementując przepisy nowej dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2025/2205 z dnia 22 października 2025 r. w sprawie praw jazdy, „planuje położenie większego nacisku na część praktyczną egzaminu realizowaną w rzeczywistym ruchu drogowym, przy jednoczesnym ograniczeniu elementów wykonywanych na placu manewrowym". To stwierdzenie jest niezwykle istotne i warto je zestawić z odpowiedzią DTD na moją petycję. Ministerstwo z jednej strony odmawia nawet drobnej korekty polegającej na umożliwieniu zatrzymania pojazdu podczas jazdy po łuku, argumentując, że płynność jest fundamentalna i nie ma podstaw do zmian. Z drugiej strony ten sam resort deklaruje, że planuje ograniczenie zadań na placu manewrowym.
Jeśli ministerstwo rzeczywiście zamierza okroić plac manewrowy, to pojawia się naturalne pytanie: co konkretnie ma być ograniczone? Aktualnie na placu manewrowym podczas egzaminu na kategorię B wykonuje się trzy zadania: przygotowanie do jazdy, płynna jazda pasem ruchu do przodu i do tyłu oraz ruszanie na wzniesieniu.
Czynności kontrolno-obsługowe pojazdu to element wymagany bezpośrednio dyrektywę, więc trudno sobie wyobrazić, żeby ministerstwo mogło go po prostu usunąć. Jazda po łuku (jak wynika z odpowiedzi na moją petycję) jest przez DTD broniona jako element o fundamentalnym znaczeniu dla bezpieczeństwa, a ministerstwo nie widzi podstaw do jakichkolwiek modyfikacji. Co zatem pozostaje do ograniczenia? Logicznie rzecz biorąc, jedynym wyborem wydaje się ruszanie na wzniesieniu - zadanie, które w dobie powszechnych systemów hill-start assist rzeczywiście traci na znaczeniu praktycznym.
Odpowiedź DTD zamyka też inne postulaty środowiska. Z odpowiedzi Departamentu Transportu Drogowego można wyciągnąć jeszcze jeden istotny wniosek, który dotyczy nie tylko mojej petycji, ale szerszej dyskusji toczącej się w środowisku szkoleniowym. Skoro ministerstwo nie zgadza się nawet na tak niewielką zmianę jak usunięcie słowa „płynna" z opisu zadania, to tym bardziej nie należy się spodziewać akceptacji dla dalej idących postulatów, które pojawiały się w ostatnich miesiącach ze strony instruktorów. Mowa tu przede wszystkim o postulacie likwidacji pachołków (oraz tyczek) na placu manewrowym oraz o propozycji losowości kierunku jazdy po łuku - pomysłach, które pojawiały się w branżowych dyskusjach jako sposób na urealnienie zadania. Jeśli ministerstwo traktuje obecny kształt zadania jako nienaruszalny element systemu, który kształtuje fundamentalne nawyki bezpiecznej jazdy, to oczywistym jest, że nie zgodzi się na modyfikacje idące znacznie dalej niż to, co proponowałem w petycji. Broniąc wymogu płynności, ministerstwo de facto broni całej konstrukcji tego zadania w jego obecnym kształcie - łącznie z pachołkami, kierunkiem jazdy i sposobem oceny. Odpowiedź ministerstwa na moją petycję jest rozczarowująca, choć nie zaskakująca. Rozczarowująca przede wszystkim dlatego, że nie odnosi się merytorycznie do istoty problemu. Jako instruktor z wieloletnim doświadczeniem wiem, że umiejętność płynnej jazdy jest ważna. Wiem też, że umiejętność zatrzymania pojazdu w odpowiednim momencie i skorygowania toru jazdy jest co najmniej równie ważna, a w praktyce drogowej bywa wręcz ważniejsza.
Andrzej Łapa, instruktor nauki jazdy, autor petycji i wniosków dotyczących poprawy systemu szkolenia i egzaminowania kierowców w Polsce