Już jutro czekamy on-line na kolejnej z popularnego cyklu DYSKUSJI NA RATUSZOWEJ. Będziemy chcieli odpowiedzieć na tytułowe pytanie - Czy i jaki plac manewrowy? Dyskusja w gronie instruktorów i egzaminatorów: Marcina Kiwita, Tomasza Matuszewskiego, Mariusza Pauby, oraz Michała Szypury. Bezpośrednia transmisja na platformie ZOOM lub Facebooku PRAWO DROGOWE NEWS.
Plac manewrowy to ostatnio zdecydowanie najbardziej gorący temat. Jeden z testów mu poświęcony czytało około 100 tysięcy czytelników. Opinie skrajnie różne. Dla unaocznienia tych rozbieżności wyniki małej sondy. Ta trwa na łamach strony internetowej tygodnika PRAWO DROGOWE@NEWS. W kwestii istnienia bądź likwidacji placu manewrowego respondenci w ilości 2895 osób opowiedzieli się w następujący sposób:
Czy plac manewrowy - element egzaminu państwowego na prawo jazdy:
1. powinien zostać zlikwidowany w całości; 873 głosy (30%)
2. likwidacja tylko „jazdy po łuku”; 211 głosów (7%)
3. zreformowany w zakresie określonych zadań i kryteriów; 916 głosów (32%)
4. nie powinien być zmieniany; 702 głosy (24%)
5. nie mam zdania 193 głosy (7%)
Przywołamy także kilka kolejnych fragmentów dyskusji internetowej:
* Gdyby założyć, że instruktor poświęciłby całe 30 godzin na praktycznej jeździe w ruchu miejskim i poza miejskim i podchodziły rzetelnie do swojej pracy to z palcu można zrezygnować. Wierzę, że takich jest wielu. Jednak w Polsce instruktor nie ponosi ABSOLUTNIE żadnej odpowiedzialności i konsekwencji podchodzenia po kilka czy kilkanaście razy kursantów do egzaminu często oblewanego w ruchu drogowym. Nieustąpienia pierwszeństwa pojazdom, pieszym, rowerzystom itp. Wygodnie jest postać na placu i wyjeździć dupogodziny w te i z powrotem. Zaświadczenie o ukończonym kursie, aktualizacja PKK i bajo na egzamin. Pogadają, pogadają i plac zostawią. I po krzyku;
* Powinna być kontrola jakości nauczania w zależności od zdawalności danego instruktora. Teraz tylko chodzą po szkołach i sprawdzają, czy wymiary łuku się zgadzają. Także ten wymóg 30 h nie pomaga, bo tylko kładzie nacisk na ilość, a nie jakość;
* Tak wszyscy ochoczo powołują się na Niemcy. To niech się dowiedzą i napiszą jak w Niemczech podchodzi się do kwestii podchodzenia po kilka razy do egzaminu przez kursanta i o odpowiedzialności i kontroli instruktora nauki jazdy.
* Najpierw to by musiały być wprowadzone badania psychologiczne i porządne, rzetelne lekarskie, bo wielu kursantów ze stresem i problemami sobie sami nie radzą. Odpowiedzialność za kogoś to idiotyzm. Widocznie nie wiesz o czym mówisz. A zdawalność to efekt wielu czynników czasem niezależnych od instruktora.
* Instruktor to nauczyciel, a kursant to klient, który płaci za usługę. Najpierw trzeba się skupić na rzetelnym świadczeniu usług, gdzie klient jest zadowolony, wszyscy widzą efekty i jest wymierna wartość w zamian za opłatę. Pan widzę pokrętnie próbuje zwalać winę na kursanta, zamiast skupić się na jakości szkolenia.
* Pytanie ilu ludzi wyszkoliłeś, bo przypuszczam, że jesteś z tych filozofów, co wypowiadają się na tematy o których nie mają zielonego pojęcia. Kursant może być wyszkolony na najwyższym poziomie, a stres kompletnie mu myślenie wyłączy i Twoje szkolenie idzie w zapomnienie;
* Szkoliłem dość żeby wiedzieć, że dodawanie zbędnego stresu jest niewłaściwe, a polski egzamin, oraz styl szkolenia niektórych instruktorów, są właśnie niepotrzebnie stresogenne. Stres wynika też z niepewności i obawy przed nieznanym, strachu przed oceną i porażką, presji społecznej oraz własnego perfekcjonizmu. Osoba dobrze przygotowana jest asertywna, zna swoje możliwości i wie czego się spodziewać, a to jest właśnie rolą instruktora, żeby takie przygotowanie dać. Jeżeli ktoś przetrenował coś dobrze i w różnych sytuacjach, to stres będzie miał dużo mniejszy negatywny wpływ na podejmowanie decyzji i zachowanie, a bardziej może zmobilizować i pomóc w skupieniu. Jednym zdaniem jak podstawy i przygotowanie są dobre, to stres będzie miał dużo mniejsze znaczenie. Pańskie zwalanie winy na skutki, jest typowym przykładem szukania rozwiązania problemu nie tam, gdzie jest jego przyczyna.
* No to pańscy kursanci chyba łuku nie znali skoro to taki problem dla Pana i dla nich. Jak sam Pan stwierdził lęk przed nieznanym. Może kiepsko ten element edukacji wychodzi i stąd awersja. Zapraszam do mnie nauczę Pana jak uczyć jazdy pasem do przodu i do tyłu. Bo to chyba Pan szuka wymówek. To nie łuk stanowi problem, a nieprofesjonalne szkolenia i robione na odwal egzaminy wewnętrzne. Bo i jak ma być profesjonalnie jak instruktorem może zostać każdy kto posiada prawo jazdy 3 lata. Tu jest może faktyczny problem? Osobiście do całego systemu dorzucił bym możliwość jazdy po zakończonym kursie max przez rok pod opieką kogoś z prawnikiem i w tym czasie możliwość zdania egzaminu.
* (…) Nieznane na egzaminie są osoba egzaminatora i pojazd. Mimo tego, że wałkuje się o konieczności rozglądania się na pustym placu przed jazdą, oraz obejrzenia się przez ramię po wyjściu z łuku (pomimo lusterek i kamery), to jednak te nieznane elementy mogą mieć właśnie negatywny deprymujący wpływ. Także chwila nieuwagi oraz za mały, lub za duży skręt kierownicy i już trzeba wybierać pomiędzy próbą wybronienia manewru, ryzykując najechaniem linii, lub zatrzymaniem i drugą szansą. Wtedy też przy drugiej próbie ludzie najczęściej zapominają się rozejrzeć. Łuk to abstrakcja i czuję wstyd, że muszę go uczyć. Poza tym są parkowania i zawracania, gdzie zatrzymania i korekty są konieczne, obserwacja ma sens, a dotknięcie krawężnika nic nie oznacza. To że pan sugeruje jazdę przez rok z prawnikiem, jest taką samą odklejoną od rzeczywistości abstrakcją, jak łuk.
* Pozwolę sobie niezgodzić się tylko z jednym zdaniem: gdyby szkolenie przebiegało tak, jak Pani napisała (czyli tak, jak zostało to określone w dokumentach formalnych i nieformalnych) to nie tyle zadania na placu są niepotrzebne co zwyczajnie nie stanowią żadnego problemu dla kandydata i nic nie stoi na przeszkodzie, aby były nadal obowiązkowe. A wręcz uzupełniłbym je o hamowania awaryjne (jeżeli nie jest wykonane w ruchu drogowym). Ale to osobny temat.
* Po co gadać w kółko o tym, co UE już dawno zrobiła? Ile jeszcze debat potrzeba, żebyście doszli do wniosku, że plac jest zbędnym elementem.
* Najlepiej żaden. Skoro jest wymóg 30 h i egzaminu wewnętrznego, to po co sprawdzać, czy ktoś umie w ogóle jeździć? Jeśli na egzaminie jest obowiązkowe zawracanie i parkowanie z użyciem biegu wstecznego, to po co cofanie między pachołkami, bez możliwości zatrzymania, kiedy ktoś gapi się bezpośrednio z zewnątrz? Jeżeli kursant ma ruszyć pojazd do przodu przy nachyleniu, to co za różnica jakiego hamulca użyje?
* Mamy wiele wyzwań przed sobą wiec do odważnych świat należy.
Jeszcze raz przypominamy: DYSKUSJA NA RATUSZOWEJ pt. „Czy i jaki plac manewrowy?” odbędzie się jutro - 23 października br. o godz. 11.00. Transmisja na zoom i facebook PRAWO DROGOWE NEWS.