Rozmowy

Filip Grega. To nie jest egzamin dla prawników

2 kwietnia 2026

Filip Grega. To nie jest egzamin dla prawników
Filip Grega, instruktor nauki i techniki jazdy, posiadający uprawnienia egzaminatora nauki jazdy, socjolog (fot. ze zbiorów Autora)

Nie jestem prawnikiem, ale widzę tu prostą niesprawiedliwość. Nie mam też żadnych wątpliwości, że sam błąd Ministerstwa Infrastruktury jest skandalem. Resort oficjalnie przyznał, że w państwowej bazie 3505 pytań było 8 wadliwych, a 21 osób mogło zostać przez to poszkodowanych, bo przy prawidłowo ocenionych odpowiedziach uzyskałyby wynik pozytywny. Taka sytuacja po prostu nie miała prawa się wydarzyć.

W całej tej sprawie najbardziej uderza mnie jednak coś innego. Politycy i media bez końca mówią o błędzie ministerstwa, a niemal wcale nie mówią o kandydacie. A to właśnie kandydat, który niczemu nie zawinił, dostaje dziś rachunek za cudze zaniedbanie.

Moim zdaniem trzeba to powiedzieć wprost: pytanie kandydata o wysokość kar, które się zmieniły, nie ma zupełnie sensu. Tegoroczne zmiany obejmowały między innymi zatrzymywanie prawa jazdy za przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h poza obszarem zabudowanym na drodze jednojezdniowej dwukierunkowej, zwiększenie dopuszczalnej prędkości ciągnika rolniczego z 30 do 40 km/h oraz, od 3 czerwca 2026 r., obowiązek kasku dla osób poniżej 16. roku życia poruszających się rowerem lub hulajnogą elektryczną. To są ważne regulacje, ale w ogromnej części dotyczą sankcji albo szczególnych obowiązków, a nie podstawowej wiedzy kandydata kategorii B o tym, jak bezpiecznie prowadzić samochód.

Egzamin ma sprawdzać, czy kandydat zna zasady ruchu drogowego, potrafi przewidywać zagrożenia i wie, jak ma się zachować na drodze. To nie jest egzamin dla prawników. To nie jest test z taryfikatora, mandatów i techniki stosowania sankcji. Zresztą nawet przepisy egzaminacyjne akcentują przewidywanie rzeczywistych lub potencjalnych zagrożeń na drodze oraz skuteczne reagowanie na nie. Kandydat ma wiedzieć, jak jechać bezpiecznie. To policjant i państwo mają wiedzieć, kiedy stosować określoną sankcję.

Dlatego uważam, że osoba przygotowująca się do samodzielnej jazdy powinna być motywowana do prawidłowych zachowań nie strachem przed wysokością kary, lecz świadomością, jakie skutki dla bezpieczeństwa mają błędne decyzje. To właśnie rozumienie ryzyka, odpowiedzialności i konsekwencji dla życia oraz zdrowia powinno być sednem szkolenia i egzaminowania.

Mam też jeszcze jedną bardzo poważną wątpliwość. Państwo mówi dziś kandydatowi: najwyżej powtórzysz teorię. Tyle że ustawa przewiduje tylko tyle, że unieważniony egzamin przeprowadza się ponownie na koszt WORD-u. To rozwiązuje wyłącznie koszt samego egzaminu. Nie rozwiązuje kosztu dojazdu, utraconego dnia pracy, opuszczonych zajęć, ani całej organizacji życia wokół wyznaczonego terminu. Powtórzenie egzaminu teoretycznego jest więc w mojej ocenie najmniejszym problemem.

A jest jeszcze problem znacznie poważniejszy. W przypadku osób, które wybrały model samodzielnej nauki teorii, rządowa procedura uzyskania prawa jazdy przewiduje rozpoczęcie kursu praktycznego w OSK dopiero po zdanym egzaminie teoretycznym w WORD. Jednocześnie przepisy szkoleniowe wymagają wydania karty przeprowadzonych zajęć praktycznych przed rozpoczęciem tych zajęć. Jeżeli więc komuś po czasie unieważni się teorię, to powstaje bardzo realne pytanie, co z rozpoczętym albo nawet ukończonym szkoleniem praktycznym. Czy taki kandydat ma robić praktykę od nowa? Kto ma zapłacić za te godziny? I jak zgodnie z prawdą prowadzić dokumentację szkolenia, skoro nie wyobrażam sobie wpisywania w karcie zajęć terminów innych niż faktyczne?

Właśnie tutaj widzę największą niesprawiedliwość. Rzecznik Praw Obywatelskich w innych sprawach dotyczących unieważniania egzaminów podkreślał już, że obywatela nie można czynić odpowiedzialnym za nieskuteczność nadzoru nad systemem oraz że nawet przy stwierdzonych nieprawidłowościach trzeba brać pod uwagę zasadę zaufania obywatela do państwa i możliwość uzupełnienia braków zamiast ślepego formalizmu. I to jest dla mnie bardzo ważna wskazówka: państwo nie może zastawiać na obywatela pułapki, a potem mówić mu, że ma po prostu zacząć wszystko od nowa.

Dlatego moja ocena jest jednoznaczna. Korekta bazy pytań była konieczna, ale automatyczne unieważnianie egzaminów bez równoczesnego rozwiązania problemów kandydatów jest po prostu nieuczciwe. Potrzebne są przepisy, które zagwarantują pełną ochronę osobie poszkodowanej nie z jej winy. Nie przesądzam dziś, czy koszty ma ponieść WORD, marszałek województwa, Skarb Państwa czy inny podmiot odpowiedzialny za błąd a w przypadku unieważnienia egzaminu z winy egzaminatora - on sam. Jestem jednak pewien jednego: kandydat nie może być stroną, która płaci za państwową niekompetencję.

Filip Grega, instruktor nauki i techniki jazdy, posiadający uprawnienia egzaminatora nauki jazdy, socjolog